> W paszczy diabła, czyli rajdowa Formuła 1

W paszczy diabła, czyli rajdowa Formuła 1

Listopad’2007

 Mark Webber Challenge

Zgodnie z zapowiedzą, relacjonujemy przebieg rozgrywanego na Tasmanii Mark Webber Challenge. Z góry uprzedzam – będziemy się koncentrować na występie teamu Lonely Planet, którego nawigatorem jest Piotrek Czajkowski. No i bazujemy w dużej mierze na tym, co doniesie nam niejaki Kim Van Zanden. Nie znam gościa. Chyba nie Aborygen, Bogu dzięki (tak, tak, nie jestem poprawny politycznie). Ale mniejsza o to. Kim jest kimś (samo wyszło, sorry) w rodzaju prasowego attache teamu Planeciarzy i uprzejmie donosi co dzień, jak się sprawy mają.

Przed startem

Dla zuchów i dziarskich dziewcząt, którzy załapali się na udział w zawodach, 16. listopada był dniem, w którym zostali przetransportowani samolotem na Tasmanię a następnie udali się autobusami pod Craddle Mountain, gdzie miał być rozegrany prolog. Naszym faworytom najwyraźniej dopisywały humory oraz apetyt (lub pragnienie, ale to przecież oczywista oczywistość, jak mawia pewien znany napier..acz, że przed imprą trza się napić i pojeść takoż).

Tu jedzo…

a tu pijo….

Dla wyjaśnienia tym, którzy nie mieli sposobności obcować z charyzmatyczną osobowością Jeżula – Piotrek to ten najmniej dopakowany w pasie spośród prezentujących się na fotkach. Na górnym zdjęciu, niby mimochodem, pokazuje jeden z przewodnikow swojej macierzystej firmy. Bystrzak ! Niedawno zmienił im się właściciel, więc trza się lansować przed nowym chlebodawcą. Ale my, absolwenci V LO w Gliwicach, mamy tak w sposób zupełnie naturalny. Tę bystrość, znaczy.

Prolog

To była właściwie pieszczota, ale w bardzo że ładnych okolicznościch przyrody. Wszystkiego raptem niecałe 25 kilometrów, z czego 14,5 rowerkiem, 4 biegiem – za to po drodze asfaltowej no i końcóweczka na kajaku. Tą ostatnią dyscyplinę upatrzył sobie pono Michael (zwany takoż Michałem) Klim, który tłumaczył to w ten sposób, że od pływania do kajaczka dzieli go teoretycznie mało. No, ale teoria teorią, a praktyka jakoś w swoją stronę… napierała także Tatiana Grigoriewa – chluba australijskiej tyczki (srebro na IO w Sydney) oraz żywy dowód na to, że lekka atletyka to sport, który ogląda się z wielką przyjemnością…mw3963.jpgmw3963.jpg

dzień pierwszy

Także wokół Craddle Mountain..No i znowu najszybsi byli, co zresztą nie zdziwiło nikogo, Państwo Richard i Elina Ussherostwo z Nowej Zelandii. Jeśli chodzi o celebrytów, to do Marka Webbera (organizatora zamieszania, wystepującego w teamie Pure Tasmania) dołaczył niejaki James Tomkins. O ile Grigoriewa powala na kolana nie tylko wynikami, ale i (a może głównie) ze względu na tak zwane walory (choć, daj nam Panie, jak najwięcej olimpijskich medalistek w lekkiej) to ten dżentelmen bije ją pod względem sportowych osiągnięć na głowę. Tomkins startował na Igrzyskach Olimpijskich już 5 razy; trzy razy zdobywał złote medale, raz brązowy. Na ogół w wioślarskiej czwórce bez sternika, choć w Atenach startował i wygrał w dwójkach. Do tego 7 razy (w różnych osadach) zdobywał tytuł misia świata. Tomkins szykuje się też na Pekin (uwaga – rocznik 1965!), tym razem w ósemce, od której rozpoczynał karierę. No i nie przeszkadza mu w tym zupełnie fakt, że sobie trocha ponapiera na Tasmanii…

Kończąc dygresje;

– po starcie…

do załojenia było:

… niespełna 5 km kajakiem…

… potem prawie 19 km z buta….

… a następnie 11 km rowerowej dojazdóweczki (limit godzinny) i 47 km rowerów już na czas. Nasi (w sensie – Lonely Planet) spisali się chwacko, co możemy obejrzeć na wynikach poniżej:

Schweppes 7:05:29
Telstra 7:24:25
All Aerobics1 7:37:38
NextG 7:53:10
DrizaBone Activ 8:00:14
X-Tech 8:03:45
Lonely Planet 8:05:27
Pure Tasmania 8:30:47
Tassie Hawks 8:35:36
Ace Adventure 8:36:43
Lucid Singapore 8:52:10
All Aerobics2 9:26:55
Toll Group 9:31:44
Royal Bank Scotland 9:40:45
Cadbury 9:47:57
Virgin Blue 10:04:36
Europcar 10:06:26
Tassal 10:26:37
Giant/Lygon Cycles 11:18:48
Tassal at Salamanca 11:32:04
Dla wyjaśnienia – na czerwono teamy czteroosobowe (choc nie są one mieszanymi). Schweppes to Ussher z małżonką, Telstra to tamtejsza TP SA (kombinat na dobre kilka-kilkanaście tysięcy luda, z czego tysiąc chciało bardzo wystartować i się eliminowało) a Pure Tasmania to Webbererowy team themselves.

dzień drugi

Pewnie łatwiej będzie ogarniać całość z mapą zawodów, więc – włala:

– oto i ona.

Plan dnia był następujący: najpierw prawie 20 km na butach, potem 24,5 rowerkiem , na deser (”względnie łatwe”, jak się wyraził organizator), 6 km kajakiem. Ponoć poszło dość przyjemnie, w porównaniu z poprzednim dniem. Zamieszczamy również demaskatorskie zdjęcia; niech nasze żony/konkubiny/kochanki wiedzą, co tak naprawdę nas ciągnie na te rajdy…

….a śmiechom i popiskiwaniom nie było końca…

spuśćmy już na te żałosne popisy zasłonę milczenia. Dzień później nie było już chyba tak wesoło.

dzień trzeci

Trzeci dzień przyniósł emocje spore, nie tylko z uwagi na zaciętą rywalizację w generalce. Oto bowiem napieracze mieli najpierw sporo do popedałowania (Ullrich, Armstrong, Absalom – nie Biedroń, Witkowski, Raczek), następnie sekcja linowa, za czem był krótki trek, który kończył gwóźdź programu – skok z wysokiego na 50 metrów klifu do wody!!! Potem zaś już tylko kilometr raftu do mety.

Trochę teraz ciekawostek; na ten przykład, w zawodach regularnie startuje team pod nazwą „Cadbury”. Rok temu były to cztery, obecnie tylko dwie, ale za to 100% panie. „Cukiereczki” trzymają fason oraz zasady i w barwach tego słodkiego teamu nie uświadczysz mężczyzny.

Piotrek chyba trochę przesadza z wazeliną (albo kompani umiarkowanie wyrywni); czytać książkę (choćby to przewodnik rodzimej firmy był) na zawodach, to jednak drobna szarża.

No, chyba że są w robocie cały czas i robią właśnie korektę…

A poza tym trocha fot na wzbudzenie zazdrości:

… tak się rafciło…

… tak linowało…

… a tak pewnie Michał Klim gonił rafta, po tym, jak zaliczyli wywrotkę…

Kim, pękając z dumy, dorzucił też w swoim codziennym donosie aktualny ranking. Planeciarze na piątym miejscu, drudzy w czwórkach. Jakby nie czytali książek na trasie, to pewnie by wszystkich przegonili. Ale, z drugiej strony, kto książek nie czyta, ten kiep albo i wykształciuch (co za jedno dla mnie).

1st – Schweppes – 14:03:45
2nd – Telstra – 14:43:07
3rd – All Aerobics1 – 15:12:00
4th XTech – 15:12:00
5th – Lonley Planet – 16:25:08

Dzień czwarty

Czwarty dzień zmagań na Tasmanii przyniósł pewną odmianę. Ucieszą się zapewne ci, którym radość sprawia, jak komuś innemu coś nie wychodzi. Otóż nareszcie popsuła się pogoda i organizatorzy zdecydowali skrócić zmagania z planowanych ponad 60 kilometrów do 45. Planeciarze pono byli niepocieszeni, bowiem w długim dystansie upatrywali szansy na zmniejszenie straty do swoich głównych konkurentów – czyli Telstry (Kim w swoim codziennym donosie używa terminu „Corporate Race”, co pozwolę sobie dość swobodnie przetłumaczyć na „wyścig szczurów”. Tzn. czwórek, w tym wypadku; dwójki walczą zresztą na tej samej trasie). Wracając do rzeczy – pogoda może i kiepawa, ale okoliczności przyrody niezmiennie powodują skręt kiszek z zazdrości. Zresztą, zerknijcie sobie sami…

… i gdzie tu sprawiedliwość?…

Ten skrócony etap wyglądał mniej więcej tak, że napierka rozpoczynała się od poprowadzonych Zatoką Kolesia (Coles Bay) kajaków. Było tego jakieś 10 kilometrów i z uwagi na to, że padało, to przynajmniej nie wiało i fala nie doskwierała zanadto. No i mogli sobie pomykać chyżo…

… jak na przykład sam kiero zawodów, czyli Mark Webber. (Ta fota to na specjalne życzenie pań, dla zrównoważenia efektu, wywołanego zdjęciem p. Tatiany).

Po kajakach, który przybijały do plaży Cooka, następował spacer na szczyt góry Freycinet. A tam przesiadka na rowery i hajda w dół! No i tu działo się ponoć sporo. Jak można wyczytać na stronie organizatorów, sam Webber tak skasował na błotnistym zjeździe swój rower, że musiano mu dostarczyć nowy. Stary odesłano zaś na wystawę sztuki nowoczesnej, bo nawet polscy specjaliści od szpachli i klepania mogliby nie dać rady z przywróceniem maszynie pierwotnego wyglądu.
Były także inne ofiary downhilla; Tiffany Cherry z miejscowego teamu Tassie Hawks przydzwoniła czołem na tyle konkretnie, że zakrwawiła się obficie i oglądał ją nawet lekarz. Czyli musiało być poważnie; kto był w tych okolicach, ten wie, że Australijczycy w ogóle a tamtejszy personel medyczny w szczególności byle duperelą sobie głowy nie zawracają. Aha; Michał Klim za to zaliczył szósty dzwon na tych zawodach, ale do mety dojechał. Zuch!
Planeciarze pozostają poza zasięgiem (rywali też, ale tu chodzi o telefoniczny), więc Kim nic ponad to interesującego nie napisał. Ale czekamy na kolejne relacje. Trochę się już zżyliśmy.

dzień piąty

W czwartek towarzystwo miało spory kłopot, nawet parę. Po pierwsze – poprzedniego wieczora urządzono na plaży barbecue i napieractwo objadało się do nieprzytomności. P. Ryszard Ussher był nawet łaskaw napomknąć, że jeszcze nigdy nie widział takiej michy na zawodach AR. No, ale spokojnie mógł sobie pozwolić na podobną dyplomację, bo – jak mniemam – na większości rajdów zawodnicy nie mają co wieczór czasu na relaks, masaże, wyżerkę a potem spanko. Jednakowoż klient płaci (o czem było powyżej), klient wymaga.
Zatem – po owej orgii smaków – mobilność mogła odrobinę spaść. Drugi problem był zaś taki, że trasa poprowadzona była w tak malowniczych rejonach, że dylemat przedstawiał się w sposób następujący – kontemplować, czy napierać.

Bystry czytelnik (a takich tu większość, pozostałych zresztą też pozdrawiam) zauważył pewnie na zamieszczonej nieco powyżej mapie zawodów, że poszczególne etapy zaplanowano w rozmaitych miejscach na Tasmanii. Dla porządku – to wprawdzie najmniejszy stan w Australii, ale i tak ma prawie 70 tysięcy kilometrów kwadratowych. To jak by zebrać razem ze trzy województwa w Polsce. No i dzięki temu, że zawodników przemieszcza się to tu, to tam – mogą oni sobie pooglądać najpiękniejsze fragmenty tej wyspy. A my razem z nimi…
Jeśli chodzi o przebieg zmagań – było tak:

przebieżka plażą…

…kajaczki, trochę w wodzie…

… znowu na butach wzdłuż wybrzeża…

… rowerki, 39 km…

… i danie dnia, czyli…

…długa na 150 metrów lufa w przewieszce nad brzegiem morza.
Ponoć Mark Webber nie za bardzo lubi, jak mu się grunt pod nogami urywa. Ciekawe, jak radził sobie Piotrek, który wspinaczki też chyba nie wymienia wśród 3 ulubionych dyscyplin sportowych. Zresztą; to już końcówka. Pozostaje tylko ostatni, „miejski” etap w Hobart. Nasz szpieg, czyli Kim Van Zanden, już tam pognał, by witać szampanem ekipę Lonely Planet. Czekamy niecierpliwie na jakąś puentę błyskotliwą; potem zaś na zeznania bohaterów.

dzień szuksty i ostatni

No i po luksus-napierce! Zawody skończyli się równie efektownie, jak się zaczęli i trwali. Hobart okazało się miastem, w którym można miło spędzić czas w nietypowy sposób. Ale o tem potem.
Start usytuowano na największej górze w okolicy – Mount Wellington – skąd należało, z mizernym, zresztą, pożytkiem dla kolan – pognać na Piwne Wodospady. Translacja może zniekształcona (każdy rozumie to, co chce zrozumieć) ale jak kto ma lepszy pomysł na „Cascade Brewery”, to proszę. Wracając do tematu – okoliczności przyrody, jak poniżej:

Niestety, Planeciarzom (przynajmniej niektórym) troszki już brakowało pary i było wleczone. Dowody ? A proszę bardzo:

Ta nazwa (wodospadu czy tam kaskady, grunt, że piwnego) budziła wśród napieraczy uzasadnione skojarzenia; tym bardziej, że obok naprawdę stoi browar. Temperatura powietrza (26 stopni Celsjusza w plusie) także zachęcała, by już kończyć ten wf i przystąpić do prawdziwych zmagań… Ach, jakże musiał tam cierpieć Piotrek, który niejednego młodszego zawodnika uczył tej głębokiej i mądrej życiowej prawdy, iż „bez paliwa to i rakieta nie poleci”… Najwidoczniej – jak widzieliśmy na fotce powyżej – owego paliwa przed ostatnim dniem nie stało.

Tyle, że jeszcze trzeba było pojechać 11 km na rowerze i popłynąć 6 km kajakiem. Co do tego pierwszego środka lokomocji – uchwycony na zdjęciu poniżej Michał Klim potwierdza starą mądrość ludową, że nie ma gościa/gościówy, który wyglądałby mądrze w odpowiednio dobranym kasku:

Ale helmet warto nosić; czasem przydałoby sie coś na ręce i nogi też, o czym przekonała się Tiffany Cherry. Zawodniczka ta dwa dni wcześniej zaliczyła twardy kontakt z podłożem (głową); tym razem skasowała kostkę, ale na tyle poważnie, że zespół Tassie Hawks musiał się wycofać – tuż przed metą. A proto mety – ponieważ znajdowała się w centrum miasta, to i finałowa atrakcja usytuowana była w City (of Hobart). A konkretnie, na dachu miejscowego kasyna:

Stąd już były dwa kroki na metę, na której czaił się z uściskiem dłoni organizator tej tygodniowej atrakcji turystycznej, Mark Webber we własnej osobie. Pod warunkiem, że ktoś był na mecie za nim; Elina i Richard Ussher, którzy wygrali zawody (w dwójkach a także w generalce, czyli łącznie z czwórkami) chyba musieli na Webbera poczekać.

No i co by tu jeszcze… impreza chyba się podobawszy – czy to wyjadaczom, jak Ussher, czy debiutantom, jak Klim. Nadczempion pływacki skonstatował ponoć, że w życiu się tak nie zmachał. Interesujące wyznanie w ustach zawodowego (byłego) pływaka. Czyli gościa, który całymi dniami zasuwał w kółko od ściany do ściany w wodzie…

Aha, wyniki byłoby wrzucić nie od rzeczy (nasi na czerwono). Przy okazji można sobie przejrzeć listę celebrytów, startujących w tych zawodach. Trochę tego było:

FINAL RESULTS

Schweppes
Richard Ussher
24.48.03
Schweppes
Elina Ussher

Telstra
Mark Comer
26.16.41
Telstra
Mike Foster
Telstra
Richard Palmer
Telstra
Phil Barrett

All Aerobics (1)
Terry Moore
26.56.42
All Aerobics (1)
David Newitt

Tassal
Jarad Kohlar
27.41.54
Tassal
Tatiana Grigorieva (17, 18 Nov)
Tassal
Rob Preston (19 – 23 Nov)

X Tech
Tim Robinson
27.50.26
X Tech
Matt Dusting

Driza – Bone Activ
Chris Bradford
28.50.49
Driza-Bone Activ
Mark Padgett

Next G
John Jacoby
28.54.33
Next G
Victoria Chesser

Lonely Planet
Chris Klep
29.26.22

Lonely Planet
Lachlan Ross

Lonely Planet
Piotr Czajkowski

Lonely Planet
Quentin Frayne

Ace Adventure Singapore
Alvin Lim
30.04.18
Ace Adventure Singapore
Chris Wootton

Pure Tasmania
Mark Webber
30.12.02
Pure Tasmania
Greg Rust (17 Nov)
Pure Tasmania
James Tomkins (18, 19 Nov)
Pure Tasmania
Jason Richardson (20, 21 Nov)
Pure Tasmania
Bernie Shrosbree (22, 23 Nov)

Lucid Singapore
Yeo Kim Hong
31.32.29
Lucid Singapore
Esther Tan

RBS
Regan Washer
32.16.52
RBS
Mathew Simpson

RBS
Glenn Slater
RBS
Natalie Edwards

Toll Group
Michael Klim
34.10.29
Toll Group
Tory Trewitt

Cadbury
Grace McClure
35.43.32
Cadbury
Caroline Ashby

All Aerobics (2)
Guy Franklin
35.46.13
All Aerobics (2)
Chris Blackaby

Europcar
Gavin Spinks( Tas)
35.51.23
Europcar
Alex Spinks (Tas)
Europcar
Craig Hatchard (Tas)
Europcar
Christian Farley (Tas)

Virgin Blue
Rob Murdoch
36.19.03
Virgin Blue
Paul Pfitzner
Virgin Blue
Shawn Robb
Virgin Blue
Vanessa Williams

Tassal at Salamanca
Melody Cooke
39.18.40
Tassal at Salamanca
Katherine Lodder
Tassal at Salamanca
Ben Daley (Tas)
Tassal at Salamanca
Adrian Heath (Tas)

Giant Lygon Cycles
Alex Waters
40.41.33
Giant Lygon Cycles
Justin Goulding

Tassie Hawks
Captain Jeremy Ross
Retired
Tassie Hawks
Tiffany Cherry

Telstra T Logo
David Moffatt (22, 23 Nov)
7.15.10
(part time)
Telstra T Logo
Mike McKay (22, 23 Nov)

Jak widać, team Lonely Planet zakończył napierkę na ósmym miejscu w ogóle, na drugim zaś wśród korporacji (czwórek). Może za rok… Tym razem Piotrek i spółka mogli się przekonac, że nie taki diabeł (tasmański) straszny…

mw27gr_save_the_tdevil.jpgmw27gr_save_the_tdevil.jpgA Webber znowu zebrał sporo pieniędzy – na ratowanie populacji takich zwierzątek, na pomoc dzieciom dotkniętym ciężkimi chorobami. Ludzie się pościgali, obejrzeli kawał fajnego kraju, zrobili przy okazji coś dobrego. Dlatego – z pełną świadomością – na zakończenie taki landszafcik z Webberem w roli głównej a tasmańskim zachodem słońca w tle…

autor relacji – Igor Błachut

Powiązane newsy

  • Kuszenia ciąg dalszyKuszenia ciąg dalszy   Taka nam się sympatyczna rywalizacja rozpoczęła; sponsorzy licytują, kto fajniej dopieści czempionów naszego Rajdu. Wczoraj dość ogólnie opowiadaliśmy o nagrodach, jakie zamiaruje przeznaczyć dla zawodników Deuter.  Dziś do ataku medialnego ruszyli inni mecenasi, z czego się bardzo cieszymy. Prawie tak samo, jak […]
  • Książki, które czytamy: The warrior eliteKsiążki, które czytamy: The warrior elite "The warrior elite: The Forging of SEAL Class 228" Dicka Coucha należy w naszym świecie do tzw. lektur pomocniczych. Przykład pierwszy z brzegu to "Wszystko za Everest" Jona Krakauera, po którego przeczytaniu warto sięgnąć po Bukriejewa, Weathersa i Breashersa. Każda z nich być nie może nie zostanie sczytana […]
  • Pan Patagonii na barcePan Patagonii na barce Otwarta, bezpłatna premiera filmu "180 stopni na południe" odbędzie się na warszawskiej barce RiverClub 20 czerwca (poniedziałek) o 21. Tu okręt, tam okręt. Jakoś nam się skojarzyło. Data z godziną też. Barek na Podzamczu jak wynika z czwartkowych oględzin są cztery, większość jest spięta ze sobą burtami. Widoczny […]
  • Gutek za HornemGutek za Hornem "Horn zdobyty!!! O 17:45 czasu GMT przy pięknej pogodzie opłynąłem przylądek Horn. Tym razem wyglądał pięknie i dostojnie. Dziesięć lat temu był przerażający i niebezpieczny. Tym razem było warto zdobyć Mt Everest pod żaglami. Jestem szczęśliwy, że dałem radę tu dopłynąć. Cieszę się jak dziecko z wymarzonego […]
  • Zanurzona czy Głęboka rysa?Zanurzona czy Głęboka rysa? Chcielibyśmy aby polskie wydanie autobiografii aktualnej rekordzistki świata w nurkowaniu głębokim na obiegu otwartym zarówno w jaskini jak i wodach otwartych miało kobiecy akcent. Głowimy się i myślimy, ale poza dwoma tytułami w temacie nic inteligentnego nie przychodzi nam do głowy. Wydana w ubiegłym roku […]
  • Kim jest Nuno Gomes?Kim jest Nuno Gomes? Urodził się w Lizbonie w 1951 roku. Dorastając na portugalskim wybrzeżu praktycznie żył w morzu i nauczył się pływać i polować z kuszą w nieprzewidywalnym portugalskim Atlantyku. Pewnym wyjaśnieniem jego miłości dla nurkowania i pozornej nieświadomości niewygody jest fakt, że gdy Nuno miał 11 lat potrafił polować z […]

Dodaj komentarz