> Urzekła mnie ta opowieść

Urzekła mnie ta opowieść

marzec’2008

To niezbyt może był rajd, ale mniejsza…

„…patrzymy – a facet stoi na drodze w lesie. No to – skręciliśmy, żeby gościowi powiedzieć, że głupio się zabawia na drodze. Nie zdążyliśmy dojechać. Gość zobaczył nas w lusterku, wrzucił wsteczny i wali prosto na mnie.”No to ja – myk w bok z rowerem; na szczęście mnie nie zawadził. Ryba w tym czasie zeskoczył z roweru i stanął na drodze, żeby gościa zatrzymać. Ale on wrzucił bieg, zamielił kołami i pełnym gazem wali na Rybę! Tamten stał, bo myślał chyba, że gość tak straszy. Nie straszył; przejechał Darka. Patrzę, co się dzieje, więc dopadam do drzwi gościa i staram się złapać za klamkę. A on wyhamował i chce najwyraźniej zrobić poprawkę – bo startuje jeszcze raz na leżącego Rybę!…” O wyprawie rowerowej i skutkach jej niecodziennych ustami Podula; kawał literatury sensacyjnej a i temat do przemyśleń. Polecam!

Poczytajcie zatem, mili moi, jak można sobie – zupełnie niechcący – podnieść adrenalinę podczas rowerowej przejażdżki. Opowiastkę tę sprzedał mi dziś rano zdyszanym szeptem przez telefon Podul, który – jak zapewne się domyślacie – wystąpi tu w roli narratora.

„Było tak; pojechaliśmy z Rybą (Darek, kolega, który debiut w AR ma jeszcze przed sobą – przyp. IB) na rowery na trening. Jedziemy, fajnie jest, wiatr wieje. Cisnęliśmy taką boczną drogą koło Smolnicy; ruchu zero, więc jedziemy koło siebie. Nagle – słyszymy, że ktoś trąbi z tyłu. Nic nie jechało z naprzeciwka, ale zjechałem bliżej Ryby, bo byłem po wewnętrznej stronie, bliżej osi jezdni. No i tak pedałujemy, ale to trąbienie nie ustaje. Jakiś koleś jedzie równo z nami i trąbi. Co więcej, zaczyna nas spychać do rowu. I pewnie by zepchął, ale po prostu stanęliśmy i puściliśmy go przodem; wtedy przestał trąbić i pojechał. Ale niedługo potem dojechaliśmy do skrzyżowania i widzieliśmy, jak skręcił w stronę, którą my zwykle kończymy pętelkę. Facet prowadził białe cinquecento na warszawskich blachach, więc Ryba doszedł do wniosku, że pewnie jakiś przedstawiciel handlowy i jak zna życie, to pewnie go za chwilę zobaczymy przed jakimś sklepem, jak dealuje batonami albo szamponem. Jedziemy dalej, patrzymy – a facet stoi na drodze w lesie. No to – skręciliśmy, żeby gościowi powiedzieć, że głupio się zabawia na drodze. Nie zdążyliśmy dojechać. Gość zobaczył nas w lusterku, wrzucił wsteczny i wali prosto na mnie. No to ja – myk w bok z rowerem; na szczęscie mnie nie zawadził. Ryba w tym czasie zeskoczył z roweru i stanął na drodze, żeby gościa zatrzymać. Ale on wrzucił bieg, zamielił kołami i pełnym gazem wali na Rybę! Tamten stał, bo myślał chyba, że gość tak straszy. Nie straszył; przejechał Darka. Patrzę, co się dzieje, więc dopadam do drzwi gościa i staram się złapać za klamkę. A on wyhamował i chce najwyraźniej zrobić poprawkę – bo startuje jeszcze raz na leżącego Rybę! Tamten w ostatniej chwili jakoś się zwinął przez bark i uciekł. Ja też klamki nie utrzymałem, ale w tym amoku jakoś walnąłem w szybę i ją wybiłem…

To jeszcze nie koniec, moi mili. Oto ciąg dalszy czwartkowej „Kobry”: „Gość uciekł z wybitą szybą a ja zadzwoniłem po pogotowie na 112; powiedziałem też, żeby policja poszukała jakiegoś gościa – prawdopodobnie pijanego, na warszawskich blachach i bez szyby. Ale okazało się, że gość także nie tracił czasu – zadzwonił sam i zgłosił… próbę napadu! Że niby próbowaliśmy go z Rybą obrobić i pobić a on uciekł. No i policja zaraz znalazła i nas i gościa. Rybę zabrali na pogotowie a nas przesłuchują- najpierw drogówka a potem dochodzeniówka. Co ciekawe – okazało się, że gość był trzeźwy… Ale mącił okrutnie, a zanim Ryba pojechał, to i jego popytali, jak było. No i wyszło na to, że nasza wersja jest bliższa prawdy. Tym bardziej, że analizowali ślady na tym leśnym szutrze. No i efekt był taki, że Darek ma rękę w gipsie z podejrzeniem pęknięcia kości (i tak spoko, moim zdaniem -IB), ja wróciłem do domu po kilku godzinach przesłuchań a gościa zapuszkowali.”

No i jak Wam się opowieść podoba? Podul zeznał, że adrenalinę miał taką, iż mógłby maraton poniżej dwóch godzin myknąć. A tak, to tylko wybił szybę – ale za to gołą ręką! Zuch! Stąd wniosek na przyszłość – gdyby tak dało się zaaranżować podobne historie przed ważnym startem… Ochotnicy do wcielenia się w postać „popsutego w środku” (zacne określnie by Paska) gościa w białym cienkolu oraz (zwłaszcza) Ryby – mile widziani. No i wniosek numer dwa – goście na warszawskich blachach to wyjątkowa grzybnia. Wiem coś o tym. Miłego pedałowania! Podul dziś wybrał trening biegowy…

Powiązane newsy

  • W końcu w bazie!W końcu w bazie! Kinba Baranowska po wielu dniach trekkingu pod Kanczendzongę w końcu dotarła do bazy, która znajduje się na wysokości 5600 m n.p.m. Poczytajcie zresztą sami... 22 kwietnia Ostatni dzień przed bazą, dziś do niej dotrzemy. Czuję się tak, jakbym już jedną ekspedycję odbyła, tak długa ta karawana...  Idziemy środkiem […]
  • O wbijaniu raka, dziaby i każdym mięśniuO wbijaniu raka, dziaby i każdym mięśniu Kinga Baranowska dociera do obozu III. Położony jest na wysokości 7200 m. Łatwo nie było, oj nie... 7 maja Dojście do obozu III na 7200 m, no i oczywiście wszystkie związane z tym czynności typu kopanie platformy, rozbijanie namiotów, żmudne gotowanie itd. Ciężka dla mnie ta droga. Nie wiem o co chodzi: czy o […]
  • Kinga pisze z NiepaliKinga pisze z Niepali Jak wiadomo powszechnie, Kinga Baranowska znajduje się obecnie w Niepali (pisałem już chyba o akcji antynikotynowej, w której wziął udział Nepal?) i napiera w stronę Kanczendzongi. Krótkie mesaże tekstowe pozwalają z grubsza śledzić jej poczynania... 16.04.2009 Dotarliśmy do Tortong. Dziś długi dzień. Szliśmy 8 […]
  • Miesiąc na MalcieMiesiąc na Malcie Oj, chciałoby się chciało. U nas paskudna zima, biało jakoś tak i nieciepło wcale. Do tego wszyscy wokół mówią, że fajnie jest a jest niefajnie, bo biało. A tu na nas, jak grom z jasnego nieba i rozgwieżdżonego, spada informacja, że można spędzić miesiąc na Malcie! Nie chodzi jednak o tę śródziemnomorską […]
  • Nocny Krzemień okiem greenhorna czyli chłopaki nie płacząNocny Krzemień okiem greenhorna czyli chłopaki nie płaczą Listopad'2006 Kasia, która dotychczas startowała w rajdzie raz (Bielik 3 lata temu, nie dotarliśmy do mety) poważyła się na start w harcerskim nocnym rajdzie w Poznaniu. Poniżej impresje z tej wycieczki; kursywą zaznaczono wyjaśnienia naocznego świadka… Chłopaki nie płaczą - ja tak (ale dopiero na ostatnich […]
  • Kielce Sport – Zima 2010Kielce Sport – Zima 2010 Przygotowania do kolejnej edycji Międzynarodowych Targów Branży Sportowej i Outdoorowej KIELCE SPORT - ZIMA 2010, które odbędą się w dniach 24 - 27 lutego nabierają rozpędu. Na wystawie podobnie jak w roku ubiegłym pojawią się niemal wszystkie najważniejsze marki sportowe oraz najwięksi producenci i dystrybutorzy. […]

Dodaj komentarz