> Migawki z Wertepów

Migawki z Wertepów

Kwiecień’2007

Jak zwykle subiektywną, choć skromną tym razem w treści relację pozwoliłem sobie poczynić pod tytułem takim. A jakby kto pytał, to podobało mi się na tym rajdzie. Innym też chyba. No to poczytajcie.

Migawki z Wertepów

Błogość… najlepsze słowo na określenie stanu, w jakim się znajduję. A właściwie znajdujemy. Na ławeczce (klasyczna, model parkowy ’75) wygrzewamy się bowiem we czwórkę. Słonko, prześwitujące zza napęczniałych wiosną gałęzi drzew troszkę nas przyrumienia. Troszkę, bo za pełnię barw odpowiada jeszcze zawartość chłodnych butelek z ciemnego szkła, które każde z nas na pozór niedbale przytrzymuje palcami. Ktoś gdzieś jeszcze pokrzykuje, opowiada coś urywanym od emocji głosem, ale to nas jakby nie dotyczyło. Oczy przymknięte, a pod powiekami migają obrazki z ostatnich kilkunastu godzin. Sprzed czasu, kiedy w końcu wtuliliśmy się w ławkę.

I.
Mało rzeczy tak niepokoi, jak ciężki oddech partnera z zespołu. Może liczba widzów „Tańca z gwiazdami”, ale chyba i to nie. Tym bardziej, że nie o taniec tu chodzi, tylko o bieg. A dziewczyna (poznana ledwie parę godzin temu) wyraźnie zaczyna mieć kłopoty z gospodarką tlenową. No nie nadąża po prostu. Ciemno, nie ma co patrzeć w twarz, bo tylko oślepię. Trzeba zwolnić; szkoda, na samym początku score cudownie wyszedł manewr z cyklu „chyba nie wiem dokładnie, gdzie jesteśmy”. Stawka na chwilę spuściła nas z oka – i gotowe! Ale teraz trzeba chyba przyhamować, tym bardziej, że ten ciężki oddech się oddala, niknie z tyłu… Zaraz! Przecież Olka jest obok. To kto w takim razie? Eee, Podul za chwilę dojdzie do siebie.

II.
Fatum, klątwa, pech po prostu czy spisek masoński? Który to już raz w tym sezonie? Niby złapanie kapcia na samym początku rowerów to nie powód do histerii, ale – po pierwsze – to zwykle zaczynało się od takiej dupereli, żeby skończyć pandemonium (pozdrowienia dla Koparki), po drugie – głupio tak macać oponę w poszukiwaniu kolca, kiedy rywale śmigają obok, aż miło.

III.
O ranyy! Nieech tto się już skokończyyy… Zjazd po bruku złożonym z kamieni wystających z podłoża na kilka centymetrów to taki gratisowy test na dentystę. Jak spaprał robotę, to plomby powypadają same. Mam ochotę zagadnąć chłopaków, jak to wszystko się zmienia. Kiedyś takie rzeczy trzeba było zjeżdżać bez amora (bo nie było takowych); teraz nie do pomyślenia. Już mam otworzyć usta, ale zerkam na widelec Olki, która przemknęła obok na swoim (właściwie nie swoim) za dużym o dwa numery rowerze. Oczywiście, nie ma amora.

IV.
Pudzianowski, Kołecki, Bonk – te nazwiska wymienia się jednym tchem. Nasz kaszubski Podbipięta chyba jest już leciutko podmęczony, ale nikt nie kazał mu w tych sakramenckich piachach jeździć na największej tarczy. Wystarczyło przed rajdem wymienić środkową (razem z łańcuchem…). No i nikt za niego nie targnie dwóch kajaków na raz – ja jestem umysłowy, Podul jest najmłodszy a Olce nie wypada. Asystujemy mu z tyłu, wsłuchując się czujnie w posapywania. Dobrze, że Marek akurat robił zdjęcia. Ten wyraz twarzy to poezja sportu; alegoria szlachetnego wysiłku.

V.
Potem się zemścił. Ale lądowanie w wodzie w sumie było przyjemne. No i przynajmniej nie musiałem potem szukać w mule okularów…

Słońce już schowało się za drugim brzegiem jeziora. Cisza… pod ławką puste butelki stoją smutnie, zbite w gromadkę. Gdyby Podul nie wstał, burząc w ten sposób idealną harmonię, pewnie ten postrajdowy letarg jeszcze chwilę by potrwał. No, ale czasem trzeba wstać. Na przykład po to, żeby się położyć. Fajne te rajdy.

autor relacji: Igor Błachut

Powiązane newsy

  • Restrepo.2010.PL.BDRip.XviD BiDA.rmvbRestrepo.2010.PL.BDRip.XviD BiDA.rmvb Wojnę Restrepo udostępnił nam "krzychu1001", jeden z tysięcy użytkowników serwisu chomikuj. Chłopak i tak jest miły, bo mógłby z powodzeniem zastąpić koncern wydawniczy jaki reprezentujemy i wrzucić Wojnę Restrepo na Megaupload, gdzie za każde ściągnięcie pliku otrzymałby kilkadziesiąt centów. A tak dzieli się tym, […]
  • Ekstremalna odpowiedź na Segway’aEkstremalna odpowiedź na Segway’a Chyba każdy kojarzy Segway'a. Dwu kółkowy pojazd elektryczny służący raczej do dostojnego i powolnego przemieszczania się z miejsca na miejsce nie powoduje raczej wśród swoich użytkowników szybszego bicia serca.  Sprawa wygląda jednak trochę inaczej z jego można  by powiedzieć "niedalekim kuzynem" przygotowywanym […]
  • Katamaran o ujemnej wyporności?Katamaran o ujemnej wyporności? Od jakiegoś czasu w żeglarstwie wielokadłubowym zaczęto wykorzystywać niesamowite, wręcz kosmiczne technologie materiałowe. Fakt, że trimaran Oracle potrafi frunąć nad wodą podparty dwoma płetwami, hydroskrzydłami...sam nie wiem jak to nazwać, świadczy o gigantycznych siłach jakie są w stanie wytrzymać […]
  • Człowiek, który zjechał z Everestu w oczach OnetPodróżeCzłowiek, który zjechał z Everestu w oczach OnetPodróże Kamera sunie za niewielką, czerwoną postacią sunącą po nachylonym o 45 stopni zboczu. Po chwili za śmiałkiem pojawia się niewielki spadochron. Narty nie trzymają się zlodzonej powierzchni, co chwila podbijają na muldach. Przy kolejnym zakosie upada i stacza się 400 metrów. Podnosi rękę. Zjechał ponad 2000 […]
  • ParametryParametry W temacie powyższem oczywista chodzi o długość. Która, jak twierdzą niektórzy, jest nawet ważniejsza, niż technika. Bardzo to być może, chociaż chyba w rajdowaniu niedostatki techniczne (np. w dziedzinie nawigacji) zniwelować jest ciężko... Tę smakowitą dygresję możemy pociągnąć, ale możemy i przejść do rzeczy - […]
  • O wbijaniu raka, dziaby i każdym mięśniuO wbijaniu raka, dziaby i każdym mięśniu Kinga Baranowska dociera do obozu III. Położony jest na wysokości 7200 m. Łatwo nie było, oj nie... 7 maja Dojście do obozu III na 7200 m, no i oczywiście wszystkie związane z tym czynności typu kopanie platformy, rozbijanie namiotów, żmudne gotowanie itd. Ciężka dla mnie ta droga. Nie wiem o co chodzi: czy o […]

Dodaj komentarz