> Mała rzecz, a cieszy

Mała rzecz, a cieszy

lipiec’2007

I nie chodzi tu o żonę Pigmeja, tylko o taką rekreację w niedużym formacie, rozegraną w sobotę w okolicach Mławy. Jak kto raptus i ciekawy wyników przede wszystkim, to sobie może zerknąć od razu na odpowiednią zakładkę albo tutaj. Ale jak kto woli poczytać nieco więcej, to ja zapraszam.

A tera uwaga – będę się ekscytował jak pensjonarka, rumieniąc z emocji źle ukrywanych. Bo doznałem szoku poznawczego. Otóż Mława to mi się dotychczas kojarzyła z trzech powodów głównie; po pierwsze, z trasą Warszawa – Gdańsk (albo odwrotnie, co kto życzy). Po drugie, z zamiłowaniem mieszkańców do ganiania Cyganów. Po trzecie i najważniejsze zaś z niejakim Korbaczewskim.

W rzeczywistości to było tak: zawody nazywały się fajnie – „Rajd Przygowy Mława”. Tak było na wynikach. Wcześniej fukncjonował „Puchar Mławy” a jeszcze wcześniej – co mnie podobało się najbardziej – „Rajd o Puchar Dyrektora Ośrodka Sportu i Rekreacji w Mławie”. Boskie, prawda? Same zawody charakteryzowały się dość oszczędnym kilometrażem – około 60 tego było, ale za to jak bogato! Na tym niewielkim w sumie dystansie Konrad Wtulich (a.k.a. Kondzi), który odpowiadał praktycznie za całość, zdołał upchnąć but, rower, kajak, rolki i jeszcze pływanie w charakterze OS-u czy też zadania. Teren dość ciekawy, trasa – może wyjąwszy końcowy scorelauf – także, no a asfalt na rolkach po prostu idealny. Do tego pełny komfort jazdy, bo asfaltówkę, na której pomykaliśmy, zamknęli panowie policjanci i można było co najwyżej wejść w kolizję z innym uczestnikiem zabawy. Ale samochody nie wchodziły w grę.

Co by tu jeszcze… Kajaki płynęły do przodu a w każdym razie dość szybko, punkty stały na swoich miejscach. Można trochę pomarudzić na mapę, ale – po pierwsze – lojalnie ostrzegano nas, że bywają lepsze, po drugie, lokalnym zawodnikom nie przeszkadzało to wcale a wcale. Czego dowodzili, jadąc na przykład spore odcinki posługując się głównie opisami trasy (typu „mostek gdzieś tam”). Tyle, że to nie ich wina, że tam mieszkają, nie?

Wszystko to jednak betka. Żuchwa to mi opadła dopiero na mecie. Wbiegam ci ja do bazy, a tam atrakcji ciąg dalszy. Pomijam już ciepły prysznic – to się zdarza czasem. Ale ledwo zzułem obuwie, a tu pani z sekretariatu pogania straszego pana – „no rozpalaj pan tego grilla, bo zaraz będą przecież”. Patrzę ja, a tu koło wejścia do hali dwa stanowiska do opiekania mięsiw, warzywa w ilości niemałej, pieczywo takoż. Mława kiedyś słynęła zakładami mięsnymi; tego legendarnego zakładu już nie ma, za to jest kilka innych, trochę mniejszych. No i pan szybciutko przyrządził drób oraz kiełbachy i dawaj futrować najpierw mnie a potem resztę stawki. A że jeden kawałek, a drugi, a że jeszcze trzeba zjeść, bo przeca taki wysiłek, a może tego teraz… Oczywiście, wyżerka za darmochę, więc człowiek by nie chciał nawet, ale tak, to i owszem. Jak kto spasował przy chabaninie – to zmasowany atak ciast i wypieków rozmaitych na słodko typu drożdżówa (taka większa drożdżówka) z jagodami. A już szczytem wszystkiego było, kiedy urodziwa wielce żona Konrada przytargała zestaw zimnych bronków i zapytała, czy ktoś może ma ochotę. (Tak przy okazji – fajny cytat z dialogu pana od mięsiw z kibicem czy też vipem miejscowym: ” – Może grilla pan spróbuje? – Nie, dziękuję, dzisiaj nie piję”.) Tak, to można żyć… .

Tak, że moi drodzy – gdyby ktoś dzwonił z Mławy, to wszystko jest na najlepszej drodze. Polecam serdecznie.

 

autor relacji: Igor Błachut

Powiązane newsy

  • Kto rano wstaje…Kto rano wstaje… Ktoś kiedyś sparafrazował to stare przysłowe: kto rano wstaje, ten leje jak z cebra (albo zebra). Tym razem jednak o ponownym wyjściu Kingi do obozu I... 30 kwietnia Wyszliśmy z Alberto do jedynki. Mieliśmy wyjść w czwórkę, ale Miguel rano powiedział, że nie ma ochoty ani siły, zaś Oriol przyszedł znowu do mesy […]
  • Będzie warto przyjechać…Będzie warto przyjechać… .. niezależnie od tego, że defetyści sieją zamęt i ogłaszają klęskę zimy. Ja bym się tak nie spieszył - przykłady Napoleona a potem wybitnego niemieckiego socjalisty nakazują zachowanie szacunku i ostrożności wobec tej pory roku.  A będzie warto przyjechać, bo sponsorzy zawodów  - podobnie jak organizatorzy 🙂 - […]
  • Wywiad z Julią Marchlewicz, uczestniczką projektu Afryka NowakaWywiad z Julią Marchlewicz, uczestniczką projektu Afryka Nowaka Afryka Nowaka wciąga. O tych którzy powrócili, mówi się, że są nieuleczalnie chorzy. Nie maja jednak malarii ani febry, zachorowali na Afrykę po nowakowemu. Jedną z osób, które Nowak wciągnął jest Julia Marchlewicz. Julio, gdzie w Afryce będzie można Cię spotkać? Jadę do Namibi. Razem z trzema osobami […]
  • Nocny Krzemień okiem greenhorna czyli chłopaki nie płacząNocny Krzemień okiem greenhorna czyli chłopaki nie płaczą Listopad'2006 Kasia, która dotychczas startowała w rajdzie raz (Bielik 3 lata temu, nie dotarliśmy do mety) poważyła się na start w harcerskim nocnym rajdzie w Poznaniu. Poniżej impresje z tej wycieczki; kursywą zaznaczono wyjaśnienia naocznego świadka… Chłopaki nie płaczą - ja tak (ale dopiero na ostatnich […]
  • Noc nurkowaNoc nurkowa Bardzo goraco zapraszam wszystkich fanatyków, wszystkich zakręconych ludzi, wszystkich nurków i nie nurkujących na Ekstremalną Noc Nurkową. Bawimy się w wielu zakatkąch kraju, jak Łódź, Kraków, Warsza wa, Katowice, Poznań, Gdańsk itd. Startujemy… a wszystko kręci się na 360 Stopni. Przyjdź, a zobaczysz między […]
  • Co robi Olek?Co robi Olek? Zadzwoniłem ja do niego kontrolnie, tak niby od czapy. Co słyszę? – Na lotnisku jestem. Czekam na swoją kolejkę... – Ciągle skaczesz, chłopaku! Może piwko jakieś – pytam naiwnie. – Darek, ja albo skaczę, albo pracuję... – odpowiedział sucho. A działo się ostatnio sporo. W weeken pierwszomajówkowy odbyły […]

Dodaj komentarz