> Koreanka w czapce niewidce

Koreanka w czapce niewidce

Kinga Baranowska ma się zdecydowanie lepiej. W bazie zaczyna się ruch przed akcją górską…

24 kwietnia
Pierwsza noc cała przespana bez kaszlu. Cieszę się bardzo. W końcu też odważyłam się umyć po paru dniach głowę. Czuję się jak nowo narodzona. Ale trzeba uważać, bo zdrowa do końca nie jestem. Nasze bagaże ciągle docierają do bazy.

Dziś też zaczęliśmy się oporządzać, suszyć ekwipunek, przygotowywać rzeczy do wyjścia do góry.  Dzień organizacyjny i aklimatyzacyjny. Część osób wyszła na małe spacery, część robi pranie, niektórzy piszą dziennik z wyprawy. Czwarty dzień brania antybiotyku. Dziś zbada mnie ponownie lekarz i zadecyduje jak będzie przebiegać dalsza kuracja.

W bazie jest kilka wypraw: koreańska (podobno jedna Koreanka chce wspiąć się na ostatnie pieć ośmiotysięczników do końca tego roku, korzystając z udogodnienia licznych Szerpów i tym samym zostając pierwszą kobietą z Koroną Himalajów. Jednak nikt o niej nie słyszał, ani też nie możemy jej namierzyć w bazie, gdzieś się ukrywa jak na razie), jedna hiszpańsko-baskijska (Edurne Pasaban z telewizją hiszpańską), moja – czyli katalońsko-baskijsko-polsko-andorska:) i podobno ma przybyć jeden Amerykanin.

Moja grupa liczy jak na razie siedem osób. Za dwa tygodnie przybędą jeszcze dwie – w tym Oscar Cadiach. W tej chwili funckje „lidera” (bardzo liberalnego i przyjaznego) sprawuje Alberto Zerain (Bask), którego może co niektórzy kojarzą z zeszłorocznym wypadkiem na K2. Alberto jako jedyny stanął wówczas na szczycie i jako jeden z nielicznych przeżył tamten wypadek, zszedł bez szwanku do bazy.

Powiązane newsy

  • Gorące wieści z NepaluGorące wieści z Nepalu A więc słowo ciałem się stało. Kinga B. w Kathmandu. My przed kompami... Taka to zabawa. Jakby ktoś coś robił fajnego, dawajcie znać koniecznie. Tymczasem pure czy fryty, bo mam niusa? "04.04.2009 W Kathmandu. To już moja piąta wizyta w tym mieście. Jadąc z lotniska przez znajome uliczki, pomyślałam sobie, […]
  • Będzie warto przyjechać…Będzie warto przyjechać… .. niezależnie od tego, że defetyści sieją zamęt i ogłaszają klęskę zimy. Ja bym się tak nie spieszył - przykłady Napoleona a potem wybitnego niemieckiego socjalisty nakazują zachowanie szacunku i ostrożności wobec tej pory roku.  A będzie warto przyjechać, bo sponsorzy zawodów  - podobnie jak organizatorzy 🙂 - […]
  • Zjazd do bazy…Zjazd do bazy… Tak się kiedyś mówiło, kiedy człowiekowi odcięło fabrykę, nie miał sił, albo po prostu przesadził trochę z wyskokami potrunkowymi. W przypadku Kingi B. powrót do bazy to nic innego jak regeneracja po wyczerpującej aklimatyzjacji w obozie III na wysokości 7200 m... 9 maja Powrót bezpośrednio z trójki. Czuję jakby […]
  • Mały spacer = dwugodzinna tyradaMały spacer = dwugodzinna tyrada Wysokość robi swoje... 8 maja Cały dzień na 7200 m. Budzę się z lekko opuchniętą twarzą. To znak, że wysokość robi swoje. Zatrzymanie płynów w organizmie. Około południa już lepiej, sikanie wraca do normy i zmuszamy się z Alberto, by wyjść w stronę obozu IV (ok. 7700 m), ale generalnie nie jesteśmy zbyt rześcy. […]
  • O 47. samuraju w mediachO 47. samuraju w mediach Rzadko, aby recenzenci byli nad wyraz zgodni, co do jakości oddanej właśnie do drukarni książki. Nasza nieoceniona korektorka Jolanta Kucharska tak się wciągnęła w lekturę, że praktycznie cały materiał przeczytała w kilka dni. Recenzenci szybko zorientowali się, że oddaliśmy im tylko połowę zamiast całości dzieła […]
  • Eiger Award – nominacjeEiger Award – nominacje Nagrody Eiger Award zostały wręczone dopiero dwukrotnie, ale już są nazywane górskim Oscarem. W 2008 otrzymał ją Ueli Steck ze Szwajcarii, w 2009 Simone Moro z Włoch i Denis Urubko z Kazachstanu. W tym roku do nagrody zostały nominowane 3 osoby: Catherine Destivelle, Jeff Lowe i Marko Prezelj. By zostać […]

Dodaj komentarz