> Kierat w oczach Flekmusa (kaktusa)

Kierat w oczach Flekmusa (kaktusa)

czerwiec’2008

Od Kieratu minęło już trochę czasu i niektórzy zdążyli w tym czasie zmęczyć przeokrutnie po kilkakroć. Jednak w oczekiwaniu na Rajd Adventura, zapodajemy lekturę przyjemną wielce. Otóż Paweł Dybek, zwycięzca kieratowego wycisku, opisał sprawnie co i jak. Padały pytania o przygotowania i takie tam… A tu wszystko w pigułce. Zapraszamy i dziękujemy Paweł za tekścik:)

Do Kieratu przygotowywałem się może dwa – trzy tygodnie. Tak krótki okres przygotowań jest możliwy dzięki ciągłym treningom różnych dyscyplin w związku ze startami w rajdach przygodowych. Moje treningi nie były zbyt skomplikowane: po prostu wychodziłem z domu i biegałem 20-30 km. Biegam prawie zawsze w lesie, w czasie treningu staram się zaliczyć możliwie jak największą liczbę górek. Trzymając się zasady po płaskim i łatwym terenie spokojnie, a w trudniejszym terenie przyśpieszam. Staram się biegać w różny sposób, chodzi o to, aby cały czas szukać najlepszego stylu: miękko, lekko, skracam krok zwiększając intensywność. Bawię się bieganiem, więc czasem w terenie lubię przebiec się z zamkniętymi oczami lub powstrzymując oddech. Nie mam pojęcia czy to pomaga, ale na pewno urozmaica trening.

Decyzję o starcie w Kieracie na 100 km uzależniałem od tego czy uda mi się w miarę dobrze przygotować, czyli około dwa tygodnie regularnie biegać co dziennie. Udało się i postanowiłem się zgłosić (w ostatniej chwili).

Ja i Magda jako mój fotoreporter i kibic, wyruszyliśmy w piątek na podbój Beskidu Wyspowego. Start zaplanowany był na 18:00, więc nie trzeba było się spieszyć. Z Mielca mięliśmy do przejechania niecałe 140 km.

Na starcie około 300 osób i niepewna pogoda powodowała, że adrenalina szalała we mnie, duże emocje.

Kilka technicznych informacji:

Oświetlenie – Myo xp – baterie Energizer Lithium

Koszulka z długim rękawkiem ubrana z założeniem, że będę szybko mókł, ale też szybko sechł.

Getry długie ze względu na krzaki i pokrzywy.

Skarpety zwykłe, ale trochę grubsze myślę, że na takie bieganie wszystkie drogie markowe skarpety do biegania są za cienkie i najczęściej śliskie, a ważne jest, aby stopa nie ruszała się w bucie.

Buty Salomon XA pro 3D – na razie najlepsze buty do biegania w górach jakie znam.

Plecak Salomon Energy Saver – trochę za duży, ale ma nieocenioną zaletę: kamizelka z kieszeniami.

W plecaku ortalion Montane – świeżo testowany, używałem w nocy i spisał się świetnie

Buff spakowany w worek – na wszelki wypadek. Nie było okazji użyć.

Sprzęt obowiązkowy na maksa zminimalizowany, czyli na sztukę + telefon i 100 zł.

Gdy padł wystrzał ruszyliśmy, ale jakoś tak strasznie wolno, a może mi się tylko wydawało, bo czułem się naprawdę lekki. Chciało się biec jakoś szybciej, ale… sam nie wiem co, może nie wypadało? Do jedynki spokojnie za chłopakami z Entre (pozdrawiam) razem z Krzyśkiem Dołęgowskim i Jakubem Majchrzakiem. Mocno postraszył mnie Piotr Majkowski z Mszany Dolnej, który na piętnastym kilometrze przebiegł obok z dość dużą prędkością. Pomyślałem „no to będzie bardzo ciężko, gość wygląda na niezłego biegacza”. Wtedy biegliśmy asfaltem razem z Krzyśkiem Dołęgowskim, który powiedział: „Flekmus, dajesz, zostań jego cieniem”. Co miałem nie posłuchać dobrej rady. Tak też się stało: w terenie już poruszaliśmy się z podobną prędkością, a na Turbaczu pojawiliśmy się w odstępie kilku minut. Piotrek niestety spędził tam zbyt wiele czasu odpoczywając, a ja pobiegłem dalej. Od tej chwili nie spotkałem już żadnego zawodnika na trasie.

Jedzenie i picie:

Ponieważ miłośnikiem camelbagów nie jestem, nie zabrałem go ze sobą na trasę, miałem bidon i uzupełniałem wodę na punktach. Mogę sobie pozwolić na takie rozwiązanie, bo przez całe 14 godzin to wypiłem może 2-3 l wody i z pół litra herbaty. Kaktus ze mnie

Bidon szybko się go napełnia i mam możliwość sprawdzania ile mam picia. Przestrzegałem zasady, że woda ma się skończyć niedaleko następnego punktu z wodą. Camelbag to zagadka, kiedy „wyschnie”? Taka niespodzianka to żadna przyjemność.

Jedzenie:

1 żel Maxim
6 Batoników
Jedna bułka

250g mieszanki studenckiej

Paczka gumisiów

I oczywiście większość zjedzona na początku zawodów.

Reszta Kieratu to samotny bieg w dół szybko i ostro pod górę. Mozolne wspinanie się, liczenie minut i odległości i ustawianie azymutów. I tak od celu do celu.

Przyjemnie było zaskakiwać sędziów na punktach, gdy dopiero co zaczynali rozbijać namiot, albo rozkładać bufet zdziwieni, że tak szybko się pojawiłem. Do mety, w przeciwieństwie do tego co było dwa lata temu, ledwie dobiegłem. Ostatnie 10 km było dla mnie morderczą walką o przetrwanie. Co do wyniku, mówię sobie, że to przez zegarek – niestety w nocy stracił wodoszczelność (stary poczciwy dotąd sunto, przeszedł na emeryturę po Kieracie) i nie wiedziałem jaki mam czas, a walka była o minuty. Do pobicia rekordu z 2006 roku zabrakło kilku minut. Szkoda, że się nie zmobilizowałem. Niestety świadomość, że następny zawodnik jest dużo ponad godzinę za mną nie mobilizował.

A potem już tylko meta, szampan, gratulacje.

Aktualnie mam oględnie mówiąc niechęć do biegania, więc zacząłem jeździć na rowerze.

Bieganie na setkę na razie mnie nie interesuje. Może za rok…

autor relacji: Paweł Dybek

Powiązane newsy

  • Flekmus najszybszy w kieracie!!!Flekmus najszybszy w kieracie!!! maj'2008 Stoi tu napisane o V Limanowskim Bardzo Ekstremalnym Maratonie Pieszym Kierat 2008 100 kilosów na butach. Bagatela! Podczas, gdy jedni zajmują się chodzeniem na łatwiznę (Igor walczy ze sprawami organizacyjnymi w Bytowie i okolicach:), inni postanowili się trochę spocić, skatować się weekendowo […]
  • Plotki, plotki, plotki…Plotki, plotki, plotki… Chodzą słuchy, iż w Zimowym Rajdzie 360 Stopni wystartuje... olimpijska kadra windsurfingowa Rzeczypospolitej Polskiej. Trener Paweł Kowalski przyznał wstępnie, że termin 7-8 lutego deskarze nasi narodowi mają wolny! I że zły pomysł to nie jest! Cieszymy się wielce! 11 stycznia okaże się, czy jest szansa na występ […]
  • Wywczas w ZdRabceWywczas w ZdRabce   Człowiek jak wypadnie na chwilę z tak zwanego ciągu, to potem się dziwi, że mu wszystko przeszkadza. A to pryskanie po paszczy zimnym błotem, a to kostniejące palce u nóg i rąk, a to że pod górkę a potem w dół za stromo. No, ale od ostatniego wuefu trochę już miesięcy minęło... a od zimowego (takiego ze śniegiem […]
  • Starnaś na półmetkuStarnaś na półmetku Starnaś wrócił do kraju po rozpoznaniu The Pit i wszystko wskazuje na to, że do Meksyku wróci w styczniu 2011. Jak donosiliśmy Wam wcześniej planowane połączenie Dos Ojos Sac Actun jest o tyle trudne, że korytarz, który wybrał Starnaś wznosi się i opada na znacznej głębokości. Czyni to profil nurkowania niezwykle […]
  • Pierwsi na mecie, pierwsi w bufecie. Triumf 360 Stopni!Pierwsi na mecie, pierwsi w bufecie. Triumf 360 Stopni! Mini BWC 2009 to taki przedbieg przed Bergsonem. Jak się okazuje przedbieg ów okazał się pretekstem do triumfu zespołu 360 Stopni. Primo Magda Łączak i Paweł Dybek wygrali wyścig. Należy dodać, że gdyż ponieważ nie urwali się rywalom na trasie wpadli na metę we czwórkę. Fachowo po sportowemu, a raczej po łacińsku […]
  • Bieszczadzka ciuchciaBieszczadzka ciuchcia luty 2008 Nie rajd, jeno wyprawa. Ale turystyka zdecydowanie nie orbisowska... „…stara i śmieszna troszkę…” - piosenkę o bieszczadzkiej ciuchci znają pewnie wszyscy, którzy mają za sobą przeszłość harcersko-turystyczną. Tym, którzy utworu owego nie pomną, streszczę pokrótce - podmiot liryczny z niejakim […]

Dodaj komentarz