> Janusz Lukaszczyk o 47. samuraju

Janusz Lukaszczyk o 47. samuraju

Książka Stephena Huntera jest doskonałym przykładem mistrzowskiego połączenia zamierzchłej historii ze światem współczesnym. Dla tych, którzy chcą poznać Japonię daleką od stereotypów, może stanowić wyjątkową lekturę. Hunter przedstawia wręcz niewiarygodne losy głowni mieczowej wykonanej rękoma jednego z najznakomitszych płatnerzy historycznej Japonii – Muramasy. Jednak nie sama głownia, ale dramatyczne losy jej kolejnych właścicieli przykuwają czytelnika do kart powieści.

Autor z niebywałą precyzją kreśli wstrząsający obraz życia w jednym z ostatnich japońskich bastionów II wojny światowej. Obrońcy mają umrzeć za cesarza, za Japonię, a ponieważ są samurajami, ich śmierć ma być godna i honorowa. Zupełnie tak samo, jak w grudniu 1702 roku, gdy czterdziestu sześciu samurajów popełniło samobójstwo w geście lojalności wobec swego daimyo. U Huntera natomiast w zadymionym i ponurym bunkrze, dowódca przed popełnieniem seppuku kaligrafuje swój „wiersz śmierci”. Mała, przesiąknięta czarnym tuszem kartka zostaje włożona do środka rękojeści miecza. Powtórnie zostanie odczytana dopiero po kilkudziesięciu latach.

Tajemnicza i niezwykła broń pojawiająca się znikąd po raz kolejny odbiera komuś życie. Nie ma żadnego znaczenia, czy jest na to przygotowany, czy nie. Przekleństwo ostrza snuje się za Swaggerem – głównym bohaterem powieści, zostawiając ślady krwi wszędzie gdzie się pojawia. Ogromna determinacja po tragicznej śmierci przyjaciół nie daje mu żadnego wyboru. Były komandos świadom zagrożenia staje do ostatecznego starcia z japońską mafią – jakuzą. Sztuka walki mieczem, która wcześniej mało go obchodziła, teraz staje się dla niego sprawą priorytetową. Wie, że musi być gotowy na najgorsze.

Autor książki doskonale zorientowany w obyczajach i kulturze tego kraju z niebywałą precyzją opisuje miejsca zdarzeń. Jak przystało na thriller najwyższych lotów, napięcie, które rośnie niemal od pierwszych stron powieści, daje poczucie bliskości czytelnika zarówno z głównym bohaterem, jak i otaczającym go światem. Skrajność przechodzi w skrajność. Legenda dumnych samurajów staje się teraz bliższa niż kiedykolwiek.

W domu Yosiharów panował spokój. Tylko uczniowie siedzący przy stołach w pracowni, stukając małymi młotkami, oznajmiali, że w środku coś naprawdę się dzieje.
Zaproszony przez mistrza usiadłem niedaleko paleniska, którego ogień oświetlał całe pomieszczenie. Rozpoczęto pracę nad kolejną głownią samurajskiego miecza.
Żar bryły tamahagane rozświetlił wszystko dookoła, a iskry posypały się daleko za naszymi plecami. Przeżywałem to zdarzenie równie mocno jak jego twórcy.
To ciężka i odpowiedzialna praca. Pomocnicy, niczym w rytualnym tańcu uderzając ciężkimi młotami, krok po kroku przez kilka dni tworzą nowe, niezwykłe dzieło. Tej atmosfery nie da się opisać żadnymi słowami.
Wielka radość ogarnia wszystkich w momencie, gdy głownia tuż po zahartowaniu ukazuje swój ostateczny kształt i piękny, choć jeszcze nieco mglisty hamon. Po wstępnym przygotowaniu zostaje przekazana do pracowni szlifierza, a następnie do oprawy.

(fragment dziennika „Pracownia jednego z najwybitniejszych mieczników w Japonii, Yoshihito Yoshihary”, Tokio, 1999 r.)

Głownie Muramasy – ucznia słynnego mistrza Masamune, na którym z kolei wzorują się współcześni mistrzowie – powstawały głównie na specjalne zamówienia. Nieokreślona ich liczba została zniszczona z rozkazu szoguna ze względu na złą reputację, a w zbiorach rodziny Tokugawa przetrwały jedynie nieliczne egzemplarze.
Dziś rzadko eksponowane, cieszą się ogromnym zainteresowaniem. W dalszym ciągu uderzają nas swoim pięknem, wzbudzając podziw i lęk.

Powieść godna polecenia pod każdym względem.

JANUSZ LUKASZCZYK

Janusz Lukaszczyk (ur. 1958 ) – przedstawiciel polskiego oddziału Musō Jikiden Eishin-ryū, sztuki walki mieczem samurajskim. Od 1983 r. prowadzi Klub Kultury Japońskiej w Czerwionce-Leszczynach. Zajmuje się naprawą i konserwacją japońskich mieczy, wytwarzaniem taśm, sznurów ozdobnych oraz głowni wraz z jej szlifowaniem.

Powiązane newsy

  • Książki, które czytamy: Wyprawa (dla) szaleńcówKsiążki, które czytamy: Wyprawa (dla) szaleńców Rzadko nam się zdarza przeczytać po raz kolejny książkę bez zawodowego śledzenia powtórzeń i brakującej interpunkcji, ale "Wyprawa dla szaleńców", nasz kolejny po "Po omacku" tytuł książkowy wkręca jak Stephen Hunter na sterydach. Rzecz o pierwszych samotniczych regatach dookoła świata, po angielsku ładnie […]
  • Piłka, Bronek i jutrzejszy finał Rozgorzał w naszej warszawskiej siedzibie kolejny spór o sport zespołowy zwany piłką nożną. Jako, że jutro finały tej popularnej dyscypliny na kontynencie europejskimi, po raz drugi podzielimy się z Wami wnioskami z naszej dyskusji. Pierwszy jest banalny, pieniądze. Środkowo-europejski kraj o długu publicznym […]
  • World Snowboard Day 2010World Snowboard Day 2010 Znamy już datę największego snowboardowego święta na świecie. Eurosima wraz z World Snowboard Federation ustalili, że w tym roku World Snowboard Day  wypada 19  grudnia. Organizatorzy co roku ogłaszają datę, tak by wypadała w dogodny dla wszystkich weekendowy dzień po to by zjednoczyć jak najwięcej ludzi oraz […]
  • Medal Honoru dla sierżanta Sala Giunty z Wojny RestrepoMedal Honoru dla sierżanta Sala Giunty z Wojny Restrepo Nasz film nie dostał jeszcze Oscara ani Złotej Palmy, ale jego bohater, sierżant Salvatore Giunta otrzymał, nie wiemy sami czy nie ważniejsze amerykańskie odznaczenie - Medal Honoru. Giunta będzie za 4 dni, 16 listopada jedynym żyjącym kawalerem najwyższego amerykańskiego odznaczenia, które otrzymał za zasługi […]
  • Książki, które czytamy: The warrior eliteKsiążki, które czytamy: The warrior elite "The warrior elite: The Forging of SEAL Class 228" Dicka Coucha należy w naszym świecie do tzw. lektur pomocniczych. Przykład pierwszy z brzegu to "Wszystko za Everest" Jona Krakauera, po którego przeczytaniu warto sięgnąć po Bukriejewa, Weathersa i Breashersa. Każda z nich być nie może nie zostanie sczytana […]
  • TestyTesty Kurtka Montane Featherlite Marathon Informacje od producenta znajdziecie tutaj. A poniżej - opinie zawodników Teamu 360°: Kolor idealny, wielkość po spakowaniu wymarzona (nie zabiera więcej niż zaciśnięta pięść), waga niezauważalna!!!To kurtka dla napieracza! Nie powinienem pisać tych komplementów, bo rywale […]
  1. NED:

    Chyba ilość Roninów się lekko pomyliła. Z tego co widziałem będąc w Tokio to było ich 47. I jeszcze jeden dość oczywisty błąd. To byli RONINOWIE a nie de nomine i de fakto Samuraje . Bo gdyby to byli Samuraje to jak wiadomo nie doszło by do zajścia z grudnia 1702. Ale to trzeba rozumieć.

    Z pozdrowieniami.

    P.S. Książka jest ciekawa, lecz nie wolna od błędów.

  2. NED:

    Dziękuje za usunięcie mojego komentarza. Widać jest Panu obca i rzeczowa krytyka.
    Z pozdrowieniami
    Jacek K (KIER)

Dodaj komentarz