> Flekmus najszybszy w kieracie!!!

Flekmus najszybszy w kieracie!!!

maj’2008

Stoi tu napisane o V Limanowskim Bardzo Ekstremalnym Maratonie Pieszym Kierat 2008

100 kilosów na butach. Bagatela!

Podczas, gdy jedni zajmują się chodzeniem na łatwiznę (Igor walczy ze sprawami organizacyjnymi w Bytowie i okolicach:), inni postanowili się trochę spocić, skatować się weekendowo uroczyście bardzo. A więc Paweł Dybek, zwany powszechnie Flekmusem, naciągnął trampki, majtki gimnastyczne i taką koszulkę na ramionczka i zapodał w Gorcach i w Beskidzie Wyspowym, czyli w okolicach Limanowej. Do pokonania jest stówka na butach, czyli coś co po prostu zwykłym wuefem zwiemy, a który Flekmusy lubią najbardziej. Przed startem Kieratu gadałem trochę z Magdą Flekmusową, więc zapodaję co spisałem na bieżąco…

A więc zapodaję co następuje:

Najpierw padło pytanie o zdrowie szanownej Magdy Ł.:

A Magda na to: Chodzę, ale nie biegam, nie jest najgorzej. Poprawia się, ale trochę wolniej, niż do momentu kiedy była opuchlizna i siniak, wtedy było widać postępy. Nie mogę odbić się z palców, mam dyskomfort w tym momencie, ale przynajmniej nie kuleję jak chodzę.

Następnie wydukałem: Jak tam przygotowania do Kieratu?

Bezlitosna Magda dodała nie owijając w bawełnę: Już mamy skreślone punkty, nanoszę je na mapę kibica. Za kwadrans zaczyna się konferencja techniczna:)

A ja Jej na to prosto z mostu: Podobno Flekmus wciąż dzierży rekord trasy?

A Magda ze spokojem Indiany Dżonsa: Trudno powiedzieć. Faktycznie dwa lata temu wykręcił dość dobry czas i nikt go nie poprawił rok temu. Tym razem po oględzinach wstępnych trasa wydaje się być trudniejsza nawigacyjnie. Dwa lata temu przebiegi były dość oczywiste, głównymi ścieżkami, teraz więcej przez las, na krechę. Większe wyzwanie dla niego. Stówka na butach wygląda mniej więcej tak: do 30. km normalna nawigacja, później zaczyna się obowiązkowy przebieg z miejscowości Rzeki, przez Jaworzynę Kamienicką na Turbacz i z Turbacza na północ czerwonym szlakiem do miejiscowości Poręba Wielka. Tam się kończy poruszanie szlakiem i znów zaczyna się nawigacja. To jest po 50. kilometrze. W sumie po szlakach będzie 20 km do pokonania dość prostą nawigacją szlakową. Potem zaczyna się trudniejsza nawigacja, ale ja jestem słabym znawcą tematu. W sumie jest 15 punktów kontrolnych. Większość w Gorcach, zupełnie na południe od Limanowej. Dwa lata temu trasa była poprowadzona na północ i tam były niższe góry. Teraz jest więcej przewyższeń.

I wtedy ja, zupełnie od niechcenia: Chodzą słuchy, że Flekmus odgraża się, że znów wygra!

Magda była szybka jak Dżon Wejn: Nie odgrażał się, bo z pokorą podchodzi do tematu. Ostatnio dużo pracował i jest raczej wymęczony niż wypoczęty. Tylko dwa razy biegał ostatnimi czasy. I w zasadzie nie powinien był tu przyjechać, bo nie wypełnił zobowiązania. Obiecywał, że wystartuje tu, jeśli zaliczy pięć treningów. Poza tym ta nawigacja… Nie mógł się odgrażać, myślę, że by się bał, że się pogubi.

xxxxxxxxxxxxxxxxx

Tyle rozmowy z Magdą. Obiecała mi telefonicznie informować mnie o ważniejszych wydarzeniach, więc jak ktoś dziś wróci w środku nocy nabomblowany browarami jak meserszmit, to się polecam. Pewnie coś będzie świeżego na stronie…

Trzymamy kciuki!

xxxxxxxxxxxxxxxx

A więc nadejszła godzina 21:23 i otrzymuję ja krótką wiadomość tekstową. To z niej pochodzi następujący cycat autorstwa Magdy Ł.:

„Zawody ruszyły. Mimo żwawych ruchów, czołówka nie pobiła rekordu na początkowym odcinku. Przebąkiwali coś o mało idealnej mapie. Na prowadzeniu Flekmus, Krzysiek Dołęgowski i Paweł z Szymonem z entre.pl. Przed dwójką (PK) na prowadzenie wysunął się Krzysiek. Zrobił dobry wariant i włożył F., P., i Sz. pięć minut. Teraz chłopaki mkną do trójki. Tymczasem ściemnia się i niedługo zacznie się prawdziwe nocne napieranie. To z przed godziny wiadomości…”

Po czym chwilę później najdszedł sms numer 2:

„W czołówce ciągłe roszady. Na prowadzenie po raz pierwszy wysunął się nierajdowiec. Niestety nazwiska nie znam. Ciekawostką natomiast jest pogoda. Leje tak, że psa nie wypada z chałupy wyganiać. A tu organizator z Limanowskiego Domu Kultury wygonił ponad 300 ludzisków. Można by rzec, że dali się wygonić i tu rodzi się najstarsze reporterskie rajdowe pytanie: po co te ludzie, tak tutaj i teraz… Ja Wam powiem: dla herbaty na Turbaczu i dla żurku na 75. km, a jakże. Każdy by pobiegł, gdyby nóżka pozwoliła. Poczyniwszy wyjaśnienia na dłuższy czas zamilknę, bo niechybnie nic się tutaj przed muzeum „Orkanówka” w Porębie Wielkiej nie wydarzy przez kilka godzin, gdzie w strugach deszczu oczekuję na bohaterów tej deszczowej nocy. Śpijcie dobrze kibole, co i ja czynię.”

A ja tutaj z mieszkania w mieście podpisuję się oburącz (piszę bezwzrokowo;) pod tym ostatnim zdaniem. Sto na butach, że też im się chce…

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Skoro świt Magda donosi: „Kibole czas wstawać! Lider do mety zmierza! Flekmus jest w drodze z ostatniego punktu na metę. Powiedział: wiesz jak się zmuszam żeby biec? Wrzucił kolejny bieg i całkiem żwawo pobiegł w kierunku do mety. Zostało mu 7 km asfaltowego odcinka. Natomiast półmetek trasy do godziny 5.30 minęło 60 osób. Jak z niego odjeżdżałam to przyszedł kilkunastoosobowy tramwaj, była to 5.30. Pogoda się poprawiła. Deszcze ustały. I jeszcze subiektywna ocena okolicy: to taka polska Nowa Zelandia. Zieleń bujna, krajobraz malowniczy i dość dziewiczy, domy gdzieś ze wstydu się schowały.”

A więc pobudka, bo już ósma się zbliża!!!

xxxxxxxxxxxxxxxxxx

Dzwonię ja do Magdy Ł. i czego się dowiaduję? Otóż Flekmus skończył, poszedł na lody, zjadł dwie porcje i usnął. Twardziel. Zamiast spać to łaził całą noc butami po górach, a potem lody zjada. A po prawdzie, to Paweł Dybek być nie wielkim poetą jest, choć kto go tam wie, ale mało kto w tym kraju napiera po takim koń krecie jak On. Wziął i  se wygrał, tak od niechcenia. Ponoć bardzo mu się nie chciało biegać tej nocy i musiał się do tej czynności zmuszać. Dobrze, że bardziej mu się chciało, niż się nie chciało…

Oto co Magda Łączak powiedziała mi prosto w ucho: Nasz zawodnik (chodzi o Pawła Dybka, który przynajmniej ideologicznie reprezentował Naszą Adventurę) po godzinie ósmej, dokładnie 8:18 albo 8:08, jako pierwszy wpadł na metę. Strasznie się chłopina zmordował, a na domiar złego w ciężarówce pędzącej tuż obok niego pękła opona i się najdła strachu bardzo. Drugi na mecie pojawił się chłopak z Mszany, silny biegacz lokalny ze stratą odnotowaną – blisko dwie godziny. Takie odstępy czasowe były. Jest 11 mniej więcej i 5 minut temu ukończył Krzysiek Dołęgowski i Kuba Majchrzak, który pierwszy raz biegał setkę, więc podpiął się i dobiegł do mety. Teraz szykuje się dłuższa przerwa. Na położonym w połowie trasy PK 8 długo nie było nikogo, zatem chyba nie szykuje się, by ktoś w drugiej części zawodów jakoś radykalnie przyspieszył. Pogoda się poprawiła, słoneczko przyświeca i pięknie jest. Odzyskałam nadzieję, że wybiorę się dziś na rowery. Flekmus śpi jak dziecko po dwóch porcjach lodów. Jest trochę załamany, bo pobiegł 7 minut wolniej niż dwa lata temu. Szkoda, bo może by się sprężył, gdyby wiedział. Lecz na trasie bardziej pilnował, aby go ten drugi chłopak nie doszedł. Nie jest w stu procentach usatysfakcjonowany. Powiedział, że na dwa lata daje sobie spokój z bieganiem na setkę i teraz chce na rowerze sobie pojeździć. Oboje nie planujemy startować w Wiśle, może pojedziemy na jakieś rowerowe zawody. Szukam teraz jakiejś prostej technicznie, najlepiej szutrowej trasy, aby nie przeciążać nóg. Po płaskich nawierzchniach mogę jeździć. To dziwne, że im bardziej człowiek nie może, tym bardziej chce. Czuję ogromną ochotę na uprawianie sportu. Chodzę codziennie na rower, choć przeziębiona do tego jestem. Flekmus mówi, weź się dziewczyno wylecz, ale ja i tak codziennie na wuef chodzę – to powiedziała Magda.

Na tym zakończę, bo idę do łóżka. Dziś w nocy spałem 10 godzin, a to stanowczo za mało jest. Miłego weekendowania!

autor relacji: Dariusz Urbanowicz

Powiązane newsy

  • Wywczas w ZdRabceWywczas w ZdRabce   Człowiek jak wypadnie na chwilę z tak zwanego ciągu, to potem się dziwi, że mu wszystko przeszkadza. A to pryskanie po paszczy zimnym błotem, a to kostniejące palce u nóg i rąk, a to że pod górkę a potem w dół za stromo. No, ale od ostatniego wuefu trochę już miesięcy minęło... a od zimowego (takiego ze śniegiem […]
  • Adventure RacingAdventure Racing To dyscyplina ze wszech miar długodystansowa. Nie określono definicji najkrótszego rajdu, ale mamy tu na myśli kilkadziesiąt kilometrów. Na świecie organizowane są wyścigi na dystansach przekraczających 500-600 kilometrów. Znane są przypadki zawodów mierzących ponad 1000 km, ale to już są zjawiska […]
  • Adventure RacingAdventure Racing To dyscyplina ze wszech miar długodystansowa. Nie określono definicji najkrótszego rajdu, ale mamy tu na myśli kilkadziesiąt kilometrów. Na świecie organizowane są wyścigi na dystansach przekraczających 500-600 kilometrów. Znane są przypadki zawodów mierzących ponad 1000 km, ale to już są zjawiska kliniczne. O co […]
  • Kierat w oczach Flekmusa (kaktusa)Kierat w oczach Flekmusa (kaktusa) czerwiec'2008 Od Kieratu minęło już trochę czasu i niektórzy zdążyli w tym czasie zmęczyć przeokrutnie po kilkakroć. Jednak w oczekiwaniu na Rajd Adventura, zapodajemy lekturę przyjemną wielce. Otóż Paweł Dybek, zwycięzca kieratowego wycisku, opisał sprawnie co i jak. Padały pytania o przygotowania i takie tam… A […]
  • Kolos dla Artura KozłowskiegoKolos dla Artura Kozłowskiego W chwili pisania tego njusa, nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia, ale mieliśmy trzymać tę wiadomość dla siebie do 16.00. Jest już po, więc Artur Kozłowski otrzymał Kolosa w kategorii Eksploracja jaskiń. Kolos więcej niż zasłużony, kariera niesamowita. Artur jest naszym autorem, gdyż dzięki jego pracy i […]
  • Chirurdzy amatorzy ze wschoduChirurdzy amatorzy ze wschodu maj'2008 Zamberlan Adventure Trophy To ja tak tylko dla formalności post factum dodam, iż dwóch panów I-bojs, czyli Igor Błachut i Irek Waluga zwyciężyli w zawodach Zamberland Adventure Trophy w Wiśle. Reszta stoi jak stała. Znaczy w tekście poniższym stoi…Czytałem tekst kiedyś o gościu, którego znaleziono […]

Dodaj komentarz