> Droga do Euro

Droga do Euro

Maj’2007

Extreme Marafon – Ukraina

Emocje ciut opadli, to można teraz powspominać nieco ukraińską perygrynację. Uprzedzam z góry, że rajdowe wątki wcale nie muszą być w przewadze – ale też i tego rajdowania nie było za wiele. A te krótkie refleksje poniżej dotyczą zjawiska za naszą wschodnią granicą w ogóle; zwłąszcza w kontekście przywołanej w tytule imprezy. Coś mi się wydaje, że to będzie jeszcze zabawniejsze, niż przypuszczaliśmy. Dobra, lecimy ze wspominkami:

 Granica

Jakoś pod koniec lat 80-tych jeżdziłem kilka razy na Ukrainę (czy właściwie do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej) na zawody w bieganiu na orientację. Zapamiętałem – między innymi – wyjątkowe korowody na granicy, szerokie i nad wyraz dziurawe drogi oraz taniość towarów spożywczych, przy jednoczesnym ich niedoborze. Minęło 20 lat, ale zasadniczą zmianę obserwuję wyłącznie w temacie „niedobór”. Po prostu zniknął. Taniość, dziurawość i upierdliwość graniczna bez zmian.

Nawigacja

Tak sobie jechaliśmy przez ten piękny kraj, zastanawiając się, czy ktoś z wizytatorów UEFA próbował poruszać się po Ukrainie samochodem. I dokąd mianowicie dojechał. Często się słyszy, że to u nas niby drogi są kiepsko oznakowane i tylko miejscowi wiedzą, jak dojechać z miejscowości A do B bez błądzenia. A to tylko kwestia punktu odniesienia, robaczki.

Baza

Kontrasty społeczne to ponoć specjalność krajów określanych jako „trzeci świat”. Ale po co gnać do Mozambiku, skoro w Worochcie można z bliska samemu zakosztować. Albo wersja standardowa noclegu, albo wersja „lux”. Ten drugi charakteryzuje się posiadaniem toalety i prysznica z ciepłą wodą w pokoju oraz z ogrzewaną podłogą. Ten pierwszy – nic z tych rzeczy; jest zimno, ale za to wilgotno, w umywalce zimna woda a tzw. WC i prysznic wspólny na korytarzu. Ponoć docelowo wszystkie apartamenty mają być w wersji ‚lux’, ale na razie to odżałowaliśmy po te 30 hrywien (15 PLN) więcej i pomęczymy się w ogrzewanym pomieszczeniu. Ładny widok za oknem; skocznie narciarskie, w tym K-120 na stoku góry. A obok hotelu miejscowi twardziele, ktorzy wybrali trzecią wesję noclegową – pałatki. Dodam, że pada i temperatura nie bardzo chce przekroczyć 12 stopni w dzień.

Samodzielni

Targanie ze sobą 30 metrów liny to regulaminowy obowiązek. U nas najczęściej podobne wymogi się obchodzi; linki są krótsze, cieńsze jakieś… Tutaj w sumie nikt tego nie mierzy, ale po co? Skoro perforatory mają wisieć kilka-kilkanaście metrów pod lampionem i trzeba się będzie samemu zainstalować z tą liną, opuścić i wybułować z powrotem? W dodatku każdy z osobna – bo karta startowa ma tu formę taśmy zamocowanej na stałe do nadgarstka. Proste, a ile emocji z taką lżejszą liną bez atestu.

Kwestia odzieżowa

Twardziele z pałatek drugiej nocy już nie wytrzymali i koczowali na podłoze w korytarzu ośrodka. Za to na starcie furorę wśród mięczaków z Zachodu robił skład odziany w t-shirty i krótkie spodenki rowerowe. Niepotrzebnie tak się jaraliśmy. Kilkanaście godzin później zwieziono ich do bazy, ciut wychłodzonych. Mimo, że plecaki mieli spore, to najwyraźniej zabrakło w nich miejsca na cieplejszą odzież. Ciekawe, czy ta podróż zakończyłaby się jeszcze szybciej, gdyby nie odwołano wejścia na Howerlę? Ponadto na podium rajdowego haute-couture uplasowały się bagażniki rowerowe z sakwami jak na podróż dookoła świata oraz gość w kaloszach (też na rowerze).

Dwa równe skoki

… a tu zabrakło szczęścia przy jednym. Magda nie poćwiczyła zawczasu wykończenia zadania specjalnego na prologu (wypięcie z liny i zeskok z wysokości ponad 2 metrów); zamiast telemarku – piękna katastrofa. Eh, życie…

Lubań?

Jak się kogoś zapyta o błotniste podejście, to często pada odpowiedź dotycząca tej góry w Gorcach podczas AT. Tak sobie o tym myślę z rozbawieniem, kiedy kolejną godzinę wsłuchuję się w mlaskanie brei powyżej kostek. Na rekordowym odcinku  było nawet po pół łydki; zawsze to miła odmiana po tym, jak pierwsze dwa kilometry się spaceruje w potoku, który zastępuje podczas deszczu ścieżkę. Stromo dość. Terpy, synku, mohorycz bude… Tyle, że Bohun tego mohorycza to w sumie nie dostał a my przynajmniej sobie śmigniemy między telewizorami i mniejszymi kamorami z drugiej strony. I nawet deszcz przeszedł w mżawkę…

I jeszcze o drogach…

Okazuje się, że niedobory asfaltu to nie tylko specjalność dróg krajowych. Lokalnie bywa z tym jeszcze ciekawiej. Ale w sumie dziurawy szuter to potencjalnie podłoże, na którym może ktoś kiedyś ten asfalt położy. Tym bardziej, że tu i tam stoją przy tym żwirku znaki drogowe „przejście dla pieszych”.

… i nawigacji

Zasada jest prosta; po jej przyswojeniu wszystko jest proste jak drut. 50% dróg na mapie nie znajduje swoich odpowiedników w rzeczywistości, 50% tych w realu nie jest ujętych na mapie. Reszta się zgadza; góry stoją mniej więcej tak samo. A że tych dróg, jak kot napłakał, to i orientacja nietrudna. „Was kompas i karta dowiediot k’kontrolkie”.

Otap

W weekend ośrodek – do którego w niesławie wracamy – tętni życiem. Na placyku przed budynkiem, w cieniu skoczni, rozłożone stragany (kilkanaście sztuk) z pamiątkami, winem i ofertą budowlaną. Takie Krupówki, tyle, że mniejsze i tańsze znacznie. Atrakcja numer jeden ma jakieś 30 cm w kłębie i mruczy niespokojnie, jak się weźmie ją na ręce; najchętniej bawi się przy krzaczkach albo zlizuje miód z patyczka. Mały miś ma na imię Otap. Matka ponoć pagibła, jak tłumaczy właściciel zwierzaka, kasujący symboliczne datki na fotki z misiem na ręku. Ciekawe, jaki los czeka Otapa, kiedy już nie będzie takim rozkosznym futrzakiem. Zoo wydaje się być jedną z lepszych opcji.

Hej, sokoły

Żal „za zieloną Ukrainą” może serca nie rozdziera, ale warto tu chyba wpaść za rok. To taki rajd, który pewnie spodobałby się na przykład Johnowi Howardowi czy innemu konserwatyście AR. A że u nas zazwyczaj bardziej się organizatorzy pieszczą z zawodnikami – to już inna sprawa… Jedną wskazówkę można dać w ciemno już teraz; tę dotyczącą pogody.  124 lata temu Henryk Sienkiewicz pisał: „A deszcz padał i padał, jakby samo niebo chciało Zaporożu przyjść w pomoc”. I od tego czasu właściwie niewiele się zmieniło.

autor relacji: Igor Błachut

Powiązane newsy

  • Rekord Europy dla polskich spadochroniarzyRekord Europy dla polskich spadochroniarzy Podczas imprezy spadochronowej EURO BIG WAY CAMP 2010 w Kruszynie pod Włocławkiem dwukrotnie pobito rekord Europy w zbiorowych skokach spadochronowych. Początkowo figurę w kształcie gwiazdy utworzyły 102 osoby, przy następnej próbie formację utworzyły 103 osoby. Poprzedni rekord należał do 99 skoczków. Bicie […]
  • Rozjechało się towarzystwo…Rozjechało się towarzystwo… Jedno jest pewne, że Chochorowi cieplej obecnie, niż nam wszystkim. Otóż wybrał się on do Egiptu, coby ciało swe wygrzać w cieplejszym nieco klimacie i ponurkować nieco. Olek Domalewski za to szpanuje swoim spadochronem w wenezuelskiej dżunglii. Kinga z kolei urzęduje na dorocznym obozie zimowym Klubu Wspinaczkowego […]
  • Egipska pakaEgipska paka Nie chodzi tu bynajmniej o ekipę. Paka to w tej razie także nie cela co się pod nią siada za karę. To również nie paczka od cioci z Ameryki. Paka to setka i to nie pitna, jeno nurkowa. O wyjeździe Chochora do Egiptu informowaliśmy czas jakiś temu. Nie dalej jak przedwczoraj dołączył do niego prezes Olo Sawa i […]
  • Sheck Exley w Radiu EuroSheck Exley w Radiu Euro 7 stycznia w audycji "Po bandzie" Polskiego Radio Euro zaprezentowano krótko książkę Sheck'a Exley'a "Autobiografia Pod Ciśnieniem".  Rozmowę na temat tej ciekawej pozycji możecie odsłuchać wchodząc na stronę radia. poniżej wrzucam info pochodzące ze strony Polskiego Radia Euro: Stare i nowe książki sportowe - […]
  • Piłka, Bronek i jutrzejszy finał Rozgorzał w naszej warszawskiej siedzibie kolejny spór o sport zespołowy zwany piłką nożną. Jako, że jutro finały tej popularnej dyscypliny na kontynencie europejskimi, po raz drugi podzielimy się z Wami wnioskami z naszej dyskusji. Pierwszy jest banalny, pieniądze. Środkowo-europejski kraj o długu publicznym […]
  • Wrócił do kraju po 32 letnim rejsieWrócił do kraju po 32 letnim rejsie Zakończył się najdłuższy rejs w historii polskiego żeglarstwa. Kapitan Jerzy Radomski na jachcie "Czarny Diament" wyruszył na morze 32 lata temu. W niedzielę przybył do Świnoujścia. Pokonał 240 tys. mil morskich, co odpowiada jedenastokrotnemu okrążeniu kuli ziemskiej. Obliczono również, że pokonał trasę o 60 tys. km […]

Dodaj komentarz