‘Odnaleźliśmy igłę w stogu siana’- tak skomentował wydobycie dzwonu Andrea Dorii na powierzchnię lider wyprawy Joel Silverstein z Arizony. Któż z pozytywnie wkręconych nurków nie trzymał choć raz egzemplarza książki “Śmierć na Dorii”? Sama czytałam takową pożyczoną od Krzyśka Starnawskiego. Andrea Doria to liniowiec, który zatonął w 1956 roku po zderzeniu z MS Stockholm. Wrak uważany jest za Mount Everest płetwonurkowania. Wielu ludzi zanurkowało na nim raz lub dwa, dla samej tylko możliwości powiedzenia, że tam byli.
Są jednak pasjonaci, którzy od lat penetrują Andrea Dorię. Joel Ailverstein zanurkował tam 56 razy od 1992 roku i opłacało się. Wydobyto dzwon, który jako jedna z nielicznych rzeczy na statu ma wygrawerowaną jego nazwę. Andrea Doria leży na głębokości poniżej 50 metrów u wybrzeży New Jersey w USA.
A tak wyglądał przed zatopieniem: Andrea Doria w pełnej okazałości.