> 1,5 czyli 3 (MPAR na żywo ;)

1,5 czyli 3 (MPAR na żywo ;)

wrzesień’2007

Tym razem live, po kolei od góry. Taka odmiana.

O 0901 wyruszyła na trasę MASTERS (350 km) Mistrzostw Polski w Adventure Racing 2007 (ekipa Pawła Fąferka zasilana przez batongi Lion) solidna grupa ośmiu zawodników, czyli dwie ekipy i to obie z Estonii. W ostatniej chwili wycofały się dwa zespoły. To znaczy Polacy się wysypali, a Ukraińcy nie dopełnili na czas formalności wizowych. Z inauguracyjną konkurencją pływaniem poradzili sobie w mniej więcej 25 minut. Dystans został skrócony do około 800 m ze względów zrozumiałych. Muszę przyznać, że temperatura nie zachęcała zbytnio do kąpieli. Przynajmniej nas.
A teraz trochę niusów z naszego obozu, a raczej karawany, która właśnie zmierza w stronę Polańczyka. Dzień zaczął się wcześnie, bo około 0300. Telefon od Jerry’ego B. odbiera Igor B. Okazuje się, że jakiś koleś przysnął i przyrżnął. Z „paska”, czyli bonczkowego samochodu wiele nie zostało. Podobno felgi są w całkiem niezłym stanie. Najgorsze jednak, że ucierpiał przy tym również rower. Miejmy nadzieję, że chłopakom uda się po drodze doprowadzić sfatygowane nieco koła do stanu używalności.

A teraz kto jest kto w naszej ekipie Deuter Adventura, znaczy mówiąc po ludzku huishu. Po pierwsze Bi-Boys, czyli wspomnieni Igor i Jarek, którzy przed rokiem na Kaszubach zajęli czwarte miejsce. Tym razem skrzyżują ognie i razem zamierzają pokazać, że ostatnie występy w zawodach (nie szło im jakoś tak za dobrze) to tylko zasłona dymna przed najważniejszym startem jesieni. Po drugie mamy jeszcze pół składu (stąd to tytułowe półtora), czyli broniący tytułu na trasie SPEED sprzed roku i dwóch Marcin Krasuski. On natomiast napierać będzie wraz z Maciejem Pońcem, który niegdyś reprezentował sławetną Trezetę. Trasa SPEED startuje jutro, tj. w czwartek o godzinie 1000. Do pokonania będą mieli ponad 200 km. Pozdrawiam z Polańczyka a zaraz wybieram się na objazd uroczysty po Bieszczadzie. A przynajmniej obchód. No może spacer. W każdym razie poruszam się nieco korzystając z okazji i okoliczności przyrody.

1004 Dostałem info głównego orga, czyli Pawła F., że sumy przewyższeń nie ma jeszcze zliczonych precyzyjnie, ale zanosi się na około 10 000 metrów. Obie trasy zawędrują na Tarnicę. Ewenement to swoisty, gdyż żaden polski rajd jeszcze nie zwiedzał najwyższych partii Bieszczadu. Tutaj brawa dla orgów wielkie. Wracając do wydarzeń na trasie, Estończycy mają kłopoty z nawigacją. Być może wilgoć im trochę szkodzi. Dziwne coś warianty obrali zarówno na pływaniu jak i kajakach. Podobno nawet nie zmarzli zbytnio podczas pływania. Potem podczas przepaku wyglądali na skostniałych, ale to chwilowa norma.

1037 Załączam schemat trasy mastersów, coby było wiadomo w co się wpakowali:
1500 Mniej więcej ta właśnie godzina. Estońscy mastersi zbliżają się kajakując do przepaku w bazie w Polańczyku. Różni ich kwadrans, ale nie każcie mi ich rozróżniać. Jeszcze za wcześnie. Zamieniłem jedynie kilka słów z najstarszym w estońskim gronie dżentelmenem (mocno szpakowaty i suchar taki wybiegany). Przyznał się, że startuje już od lat siedmiu i już kilka takich rajdów na koncie ma. Co do 1,5-racingband to znaleźli po drodze serwis rowerowy, który podjął się zadania wytoczenie, zaplecenia itd. bonczkowych kół. Przy okazji nasi desperados zajadają ze smakiem specjały kuchni lokalnej. Znając ih upodobania tuż przed rajdem na pewno nie pogardzą bigosem, jakimś mięsem typu golona (szczecina i pięczątka obowiązkowa) i czymś coby krew nieco rozwodnić. Już ich znam! A ja pobiegałem nieco po okolicy. Widziałem niedżwiedzia i bobra i łosia i jelenia. Dziewne, wszystkie poprzebierane za ludzi, ale i tak ich rozpoznałem.

1610 Oba estońskie zespoły zakończyły etap kajakowy. Warunki mieli sprzyjające, bo tutaj nad Zalewem Solińskim cały dzień świeciło słońce przy kompletnej flaucie. Wnoszę, że kajakowanie mogło być przyjemne całkiem. Zawodnicy przemoczeni są trochę, ale wyglądają na twardzieli (to doświadczona ekipa i 25 minut straty do liderów może mylić, wszakże mają przed sobą jeszcze niezły kawał drogi; poza tym znamy ich już z udziału w zimowych czelędżach spod znaku Bergsona oraz z rajdu Terra Incognita w Chorwacji – 5. miejsce przed dwoma laty). Kilka zdjątek z poranka załączam (za zgodą organizatorów i podaję linka, gdzie jest ich znacznie więcej: http://www.adventurerace.pl/mp2007/galeria/mpar_masters.htm), cobym nie musiał pisać zbyt dużo. Żyjemy przeca w erze obrazkowej.

 

To tradycyjna pozowanka przed startem. Czy ktoś zgadnie kto tam brodzi w tle z rowerem na plecach?
To taki chibotlywy pomost, z którego startowali majstersi. Cwaniaki uzbrojone w materacyki to właśnie Estończycy. Na samochodzie napisane mają www.matkasport.ee; można ich prześwietlić:)
A tu już akcja ala Korzeń, Oti i Mark Spitz. Nawet zbytnio nie narzekali na zimno.

1709 No to chłopcy płaskostopcy już rozpakowane. Najsamprzód Marcin wrzucił szpan na całą wiochę, bo wyjął sztycę z takim bajerem elastomerowym (Cane Creek Thud Buster), że go nieco hemorojdy mniej uwierają. Bonczkowi udało się wpleść tę szprychę co mu wyjszła z obręczy podczas wypadku, a do tego złożył do kupy ramę, koła i siodło, przejechał się, przetestował i chyba działa ten sprzęt. Podważa jednak działanie swojego organizmu, bo coś go tam trochę spiął ten nocny wypadek, ale już zarządziłem kurację piwną. Boć to najlepszy środek na wszelkie psychosomatyczne spięcia wywołane stresem!
Marcin jest ewidentnie podniecony perspektywą wejścia na wyższe partie Bieszczadu.

1729 O, zorienotowałem się, że na stronie mistrzostw pojawiły się fotki z kajakowania.

 

Fajny kajak, no nie? Ale to ich prywatny. Pozostałe trzy utrzymane były w podobnym stylu, choć innej kolorystyce. Speedowcy będą ścigać się na łodziach typu Vista, który na pierwszy rzut oka przypomina te zeszłoroczne (pamiętacie ten sztorm i żółte łodzie podwodne?). Jeśli będą w tym roku podwodne, to na pewno nie żółte a czerwone. To po pierwsze. A po drugie mają znacznie wygodniejsze siedzenia. Ponoć są niezatapialne (wyposażone są w komory wypornościowe), ale nie mówmy hop przed skręceniem misiowi wora.

1747 Uprzedzając nieco fakty (o 1900 briefing) podajemy szczegóły trasy SPEED:

trasa SPEED -> informacje o trasie

Dystans / Distance: 202 km
Start / Start: 27.09.2007, godzina 10.00 / 10.00 a.m.
Limit czasu / Time limit: 55 godzin / 55 hours

Etap 1 / Stage 1 – Kajaki / Kayaking – 34,5 km

Etap 2 / Stage 2 – Rowery górskie / Mountain biking – 53,0 km

ZS 1 – przeprawa z rowerami
ST 1 – passage across with bikes

ZS 2 – zejście i wychodzenie na siatce komandoskiej
ST 2 – rope-ladder descending and ascending

Etap 3 / Stage 3 – Trekking / Trekking – 51,5 km

OS 1 – niebieski szlak
SS 1 – blue route

Etap 4 / Stage 4 – Rowery górskie / Mountain biking – 60,5 km

ZS 3 – wychodzenie po linie
ST 3 – rope ascending

ZS 4 – zjazd na linie
ST 4 – rope descending

ZS 5 – przeprawa przez rzekę
ST 5 – river passage across

ZS 6 – zjazd kątowy na linie z rowerami
ST 6 – angle rope descending with bikes

Etap 5 / Stage 5 – Spływ na tratwach / Old rafting – 2,5 km

Uprzedzę również, że niestety nie będzie zadań specjalnych na Tamie Solińskiej. – Sprawa jest do załatwienia. Elektrownia nie robiła problemów, lecz trzeba to załatwiać znacznie wcześniej. Tym razem formalności przerosły trochę liczbę uczestników, więc zrezygnowaliśmy. Lecz na przyszły rok mamy już pierwsze wnioski. Przede wszystkim termin. Nie może to dziać się w czasie rykowiska, bo tu wszędzie ludzie wokół polują. Po drugie będziemy chcieli faktycznie uruchomić tamę. Zrobimy być może etap wokół zalewu i wtedy będzie miało to sens. Inaczej zawodnicy musieliby podpływać kajakami pod tamę, wchodzić i zjeżdżać po linach – wyjaśnia Paweł Fąferek.

1825 Takie krótkie sprawozdanie z wydarzeń na trasie. Prowadzą Estończycy przed Estończykami. Co ciekawe również Estończycy zamykają stawkę goniąc Estończyków. Tak się porobiło! Doskonała relacja live na stronie orgów, więc z uprzejmością odsyłam. 35 minut do odprawy.

1900 Dziewiętnastka już się zbliża i lada chwila rozpocznie się odprawa, podczas której rozadane zostaną speedowcom m.in. mapy. Fajne są takie odprawy. Padają pytania i pierwsze ofiary. Nie wiem, czy będę coś jeszcze dziś pisał. Prorok to ja taki doskonały nie jestem. Po prostu zobaczymy co się wydarzy.

1930 Po odprawie. Z ciekawszych rzeczy okazuje się, że znaczny obszar na mapie został zakreskowany flamastrem. Nie zostało to uwzględnione w legendzie, lecz wyjaśniono to dobitnie: trwa okres polowań (rykowisko czy ryjowisko, zależy na co polunek zachodzi) i po prostu nie wchodzimy (a raczej nie wjeżdżamy, bo to będzie podczas MTB) do lasów w tym rejonie. Poruszamy się jedynie po mniejszych lub większych drogach. Asfalty generalnie są zakazane z wyłączeniem dozwolonych fragmentów. A piechotą napieramy tylko i wyłącznie po szlakach. I tyle. Za chwilę kolacja sponsorowana, a następnie kontrola sprzętu. Może za chwilkę wrzucim kilka fotek dodatkowych, ale nie obiecuję.

2000 Od godziny ponad ciemno jest jak w grobie. Nie widać nic i ciekawe jest co się dzieje z Estończykami na trasie. Zbyt wolno się nie przemieszczają. Pytam się Nico Gumiennego, który odpowiada za logistykę rajdu. Sprawdza w papierach. Liczy. Nie jest szybki. Podobnie jak Estończycy, którzy idą szybciej o 1,5 godziny niż harmonogram. Na PK15 szacowano, że będą o godzinie 2100, a byli o 1930. Tempo im nieco spadło, bo w pewnym momencie wyprzedzali plan o dwie godziny. Na PK14 dzieliło Estończyków od Estończyków równo 50 minut. Albo nierówno. Mniej więcej po prostu.

0823 Rano jest wcześnie bardzo. W obozie ruchy powolne, kajaki przygotowane do zwodowania. O 0915 teamy będą składać przepaki. Historia z nocy jest w miarę prosta. O 0326 pierwszy zespół estoński wspiął się na Tarnicę PK18 (0340 opuścili PK). Druga ekipa weszła na PK18 o 0540 i siedzieli tam 5 minut. Potem okazało się, że na PK20 grasuje stado niedźwiedzi, więc ze względu na bezpieczeństwo zawodników punkt ten został odwołany. Co w naszym obozie? Ano, pojedli, a teraz popijają wlewają w siebie sok przez lejek, coby więcej się go upchało w skórze. A teraz wrzutka. Kilka obrazków z wczorajszych przygód mastersów:

 

To siatka komandoska. Przyszedł komandosek i ją wywiesił. A tak się ląduje z siatki.
Do wody… A jak się dobrze przyjrzycie, siatka komandoska zakończona jest drabinką alpinistyczną. Gimnastyka, gimnastyka…
A to jeszcze jedna atrakcja. Rower wodny jakże doskonały i okazały. To było zadanie specjalne tuż po kajakach: przeprawa rowerami wodnymi z Polańczyka do Werlasu. Mimo że pedałowanie w zasadzie od pedałowania nie różni się wcale, lecz gdyby chcieli zapodawać wokół zalewu, trwało by to dłużej znacznie.
0856 Chodzą słuchi, że Polskie Radio BIS informuje szeroko o MPAR, a to za sprawą moich dobroczyńców Hanki i Tomka, którzy mnie tu przywieźli. Para ta sportowo-radiowa kręci ludzi na sportowo i turystycznie w eterze, a o rajdach generalnie dużo się nie mówi w ogólnopolskich mediach, więc i tak fajnie. W Warszawie BISka słyszalna jest na fali numer 92fm, a w innych rejonach kraju pojęcia nie mam.

Punktualnie o 1000 padł wystrzał ekologiczny nie straszący ptaków. Poetycki start trasy SPEED. Flauta, słoneczko, ciepełko. Ci co nie przyjechali mogą tylko żałować, bo zawody są po prostu piękne!
Zaczęło się od kajakowania. Bi-Bojsi (nr 46) dostali przykazanie aby byli jak „Pitbul”, jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”. Obiecali, że będą! Zaczęli bojowo i jako pierwsi minęli bojki rozprowadzające (raczej rowery pełniące tę rolę). Marcin z Maćkiem niosą numer 42. Marcin to uosobienie skromności. Kiedy Paweł F. zapytał go czy zamierza zmonopolizować prawo do używania tytułu mistrza Polski, powiedział, że nie. Być może mówił to ze świadomością, że na tej trasie nawigacja będzie stanowiła czynnik wtórny. Mało jest wariantów. Raczej będzie to bułowanie po szlakach i drogach. Zobaczymy jak będzie bo już na starcie kilka załóg pomknęło w prawo, a przecież wiadomo, że skoro Bi-Bojsi naparli w lewo, to tam jest właściwa ruta.

1025 Widzę, iż kolaga Hiszpan obrabia już fotki ze startu trasy SPEED. Niedługo coś się zatem pojawi. Wspomnę tylko o kobiecym zespole (bodaj nr 36: spod nazwy Wilczyce, choć pod sponsora lepiej pasowałoby chyba Lwice) złożony z dwóch bardzo dobrze zbudowanych rozgrywających. Duża sympatia, ale turystki jak się patrzy i chyba nie przyjechały się tutaj ścigać. Po prostu zwiedzają. Na starcie miały spore wątpliwości dokąd płynąć, więc popłynęły za wszystkimi godząc się na odpowiedzialność zbiorową.
Śmichykichy, ale obie Panie zadeklarowały, że uprawiają karate. Więc koniec drwin, bo strach. Powodzenia!

1032 Informacja z PK1 prowadzą Bi-Bojs:), eM-Bojs byli na 9. miejscu. To sam początek, więc różnice minimalne. Poza tym Marcin ma do kajaków stosunek bardzo niechętny, więc szykuje się one pewnie do zwiększenia tempa na kolejnych etapach.

1132 Przy okazji spostrzegłem aktualizację rankingu NZARP. Po krótce Deuter Adventura plasuje się na 3. miejscu, co cieszy. Wykładnię co to znaczy pozostawiam Igorowi, bo on się w tym spisuje całkiem nieźle. Wspominałem nieco wyżej o Nico – logistyku zawodów. Generalnie logistyka nie ma, on nic nie wie, zarobiony jest. Dzwoni, odbiera telefony, wyczerpuje baterie w telefonie. A tak poważnie ogarnia i to nieźle wszystko. Zarządza ludźmi pilnującymi PK przykładowo. Nie chodzi nawet tylko o to kto ma gdzie pójść, ale którędy dokąd i o której się znaleźć, by zabrać się na kolejny PK lub do bazy. Sporo zamieszania generalnie, choć patrząc na to z zewnątrz wydaje się, że wszystko samo się dzieje z siebie tak po prostu.

1145 Nico odbiera informacje z PK2. Uwaga! Deuter Adventura przewodzą w stawce! Byli na PK o 1036. Wiosłują razem z nr 45. Minuta straty 44 i 37. Kolejną minutę później jeszcze kilka ekip. eM-Bojs wciąż na 9. miejscu ze stratą trzech minut do przodowników. Różnice niewielkie.

1234 Na PK3 i PK4 prowadzenie utrzymuje Deuter Adventura z Igorem i Jarkiem w składzie. PK4 opuścili o 1136. W oczekiwaniu na wieści postanowiłem wprowadzić trochę szczegółów. PK1 mieścił się na końcu zatoki na końcu Półwyspu Werlas. Następnie wiosłują na Wyspę Zajęczą (PK2). PK3 mieści się w Zatoce Teleśnickiej na półwyspie. PK4 umiejscowiono na początku Zatoki Victoriniego i tutaj mają 16 km kajakowania. Kolejny odcinek prowadzi na Zatokę Zimną (PK5 – 19,5 km), następnie wracają na Wyspę Zajęczą (PK6 – 25 km). Kolejnym wyzwaniem będzie kurs do Fiordu Nelsona, czyli kolejne 3 km (PK7 – 28km). PK8 to koniec zatoki takiej niewielkiej trochę na prawo od zapory (PK8 – 31 km), a potem powrót do Zjawy, czyli ośrodka wypoczynkowego Stomilu, gdzie mieści się baza rajdu. Płynąc optymalnymi wariantami suma powinna dać 31 km kajakowania, ale wiadomo jak to jest… Chociaż kajaki wydawały się szybkie i sterowne, wiec nie powinno być takiego myszkowania jak przed rokiem.

1301 Kilka fot sprzed startu SPEEDa (więcej zdjęć na www.adventurerace.pl/mp2007):

 

 
W tle widać niebieską czapeczkę Marcina. Igor to ten przystojniak po lewej z czerwonym rękawkiem, takim coby na powierzchni się utrzymać. A ten pan z prawej, palec nie górnik i proszę w nosie nie dłubać bo utknie.
A kto tak równo wiosłuje i przewagę od startu uzyskuje? To dzielna Adventura nr 46 tak się spisuje! Wiersz Harcerski autorstwa mojego.

1307 Przypomniałem sobie jeszcze jeden dość istotny szczegół. Przed południem jeszcze dzwonił Podul, który miał tu startować, lecz kontuzja kolana go zmogła. Dzwonił, a w tle przez słuchawkę usłyszałem jak nic hejnał rybnicki. A co on robił przed południem na rynku w Rybniku? Twierdzi, że piwa nie pił, tylko pracował, ale kto by uwierzył w takie tłumaczenie?

1329 O 1219 przodownicy pracy Adventura z fajnymi plecakami Deutera oraz zegarkami Timexa zapodaje kajakami.

1346 Takie Sprawozdanie z PK6 i PK7: 46 (TO MY!!!) i 45 zapodają na prowadzeniu. Na punkcie byli o 1302. Minutę za nimi 37. Adventura/Extensive tracili 10 minut. Z kolei na siódemce pojawili się na prowdzeniu Dojterowcy-Adventurowcy z minutową przewagą nad 45 i 37.

 

 
1429 No to się stało, co stać się musiało. Na prowadzeniu Jarek i Igor z minimalną przewagą nad zespołem numer 37, czyli SX SPORT KOMPAS TEAM z Danielem Krasulakiem i Tomaszem Jabłońskim. To starzy znajomi Igora i Marcina. Po prostu orientaliści. Zresztą ich odczucia co do kajakkowania są podobne do Bi-Bojsów: – Nie lubie kajaków – rzucił „Krasul” – jeszcze 20 km jest OK, ale ponad 30 to już przesada.
Teraz chłopaki przesiedli się na rowery… wodne i te dwukołowe wygięci w chińskie „dzieńdobry” przymocowali gdzieś na rufie i pedałują na Werlas. Tam już zacznie się MTB sensu stricte – odcinek ponad 70 km.

 
Jak się przekonacie po następnym zdjęciu techniki instalowania rowerów na rowerze były różne… Wyjaśnię tylko, że za tym kołem napędowym (między chłopakami z naklejką 42) znajduje się rumpel, który wszystkich żeglarzy wpędza w konsternację. Działa zupełnie inaczej niż ster na jachtach. Zwróćmy uwagę, że w tym rejsie to Maciek trzyma władzę w prawej ręce. Lewą zaś dzierży swój bicykl. Potrzeba matką wynalazków. Czy wynalazców? Sam już nie wiem…
Igor i Bonczek mocno zmęczeni. – Sam se wiosłuj 4,5 godziny – usłyszałem w odpowiedzi na pytanie, czemu się nie uśmiechają. Ale wrażenia z jeziora bardzo pozytywne. Tak ogólnie. Chłopaki spięci trochę byli, a to nie za dobrze. Brakowało im manianki, albo amerykańskiego luzu (jak mawia mój trenejro od dżudo). Zobaczymy czy w dalszej części rajdu trochę wyluzują. Oby…
Marcin i Maciej również podmęczeni. Przebierali się na pierwszym przepaku równolegle z „Flegmusami”.

A teraz nieco o mnie. Za 25 minut wyjeżdżam stąd i zmierzam w stronę Wawy, co może odbić się na płynności przekazu za co z góry przepraszam (from the mountain). Wierzę wam (I tower you), że mimo wszystko dacie z siebie wszystko i będziecie zaglądać tu co jakiś czas. Pozdrawiam.

2245 Właśnie wjechałem do domu. Zaraz pouzupełniam wiadomości. Przepraszam za przerwę w dostawach, ale nawet na Dzikim Zachodzie tuż przy Tic Tac Tytus Company dyliżans kursował co dwa lata z dopuszczalnym opóźnieniem dwa miesiące. A więc do roboty!

2255 Wiem już nieco więcej, choć trudno mi się skupić, bo w telewizorze leci film. Jednak rajdy przed kompem są do dupy! A więc chłopaki z Adventury (można ich rozpoznać po fajowych plecakach i zegarkach między innymi) podążają w ślad za cyklistami, którzy ich wyprzedzili na odcinku rowerowym. Tracą do nich już trochę, ale pamiętajmy, że cykliści to cykliści, którzy właśnie wspinają się na Tarnicę (1346 m). A jak wiadomo wejście na najwyższy szczyt Bieszczadu i to w BURZY to nie przelewki. Miejmy nadzieję, że właśnie ten element wyścigu pozwoli Bi-Bojsom wrócić na przysługujące im miejsce. Tak się w drodze zastanawiałem skąd ta spinka u chłopaków niemożebna. Otóż przyszły mi na myśl słowa Jarka sprzed rajdu. Coś co wleciało mi jednym a wyleciało drugim uchem nabrało sensu dopiero po kilku godzinach. Przecież Mama Xaverego, a żona Ojca Klimuszki, czyli Bonczka Naszego Jedynego oznajmiła mu cynicznie: nie wracaj do domu bez medalu. Czy wszystko już jasne? Igorowi udzielił się bonczkowy stres po prostu. Wiadomo też, że Adventurnicy przeszli przez Wielką Rawkę (1807 m) tuż po godzinie 2100. Napierają pieszo w deszczu w towarzystwie York Systemu. 40 minut straty. To dużo i mało. Dużo bo trzeba napierać po konkrecie, a mało bo gonią cyklistów. Zobaczymy, czy Zuchy nasze sprostają zadaniu. Marcin z Maćkiem tracą godzinę do przodowników pracy – cyklistów.

0021 Ponoć wszyscy speedowcy uporali się z zadaniem specjalnym na PK11 (to jest ta boska siatka komandoska). W czołówce jednak doszło do sporych przetasowań. Orgowie zastanawiali się, czy nie skrócić trasy, bo urwanie chmury było niezwykle wylewne, jeśli można tak sprawę określić. Jednak szybko przejszło, ale trochę ludzi pobłądziło i na SPEEDzie i na Mastersach. W każdym razie druga pozycja Igora i Jarka na tę chwilę przechodzi do historii. Na Tarnicy pierwsi zameldowali się cykliści. Tak. A była to godzina 2256. O 2331 na szczycie było Państwo Flegmusostwo, czyli Magda Łączak i Paweł Dybek. Po prostu dochodzą do głosu. Oba te zespoły ponoć wybrały drogę Czerwonym Szlakiem przez Szeroki Wierch. Zespół nr 46 (to nasz) i 37 wybrali wariant z Ustrzyk przez Wołosate. Łatwo się domyślić, że Czerwony Szlak był poniekąd szybszy.

Rajdy przygodowe to sport przewrotny. Zupełnie jak dżudo.

0051 Się denerwuję bardzo.

0101 Pożyczę Wam dobrej nocy, bom słaby jak niemowlę. Muszę się wychorować do rana.
0412 Ocknąwszy się z niepokojem zaglądam na stronę MPAR2007 i nic. Minęły trzy godziny i sytuacja się nie zmieniła. Albo rajd poszedł spać, albo przepływ informacji po prostu stanął jak Chevy Nova Axela Foleya pod domem porządnego obywatela Wiktora Maitlanda (nazwiska nie spamiętałem, ale sprawdziłem w wyszukiwarce majkrosoftu). Wracam zatem do snu.

0800 Budzę się zlany potem sięgam po laktoka i co widzę? W nocy działo się dużo i chyba tylko moja grafomania zmusiła mnie do napisania, iż podczas kiedy ja spałem na stronie wyścigu panował spokój. Otóż nie. Niezależnie świeże niusy: Mastersi na mecie. Miło mi obwieścić, iż wygrali Estończycy przed Estończykami, to znaczy tylko ci pierwsi dotarli jak dotąd do mety. O 0737 po 46 godzinach i 37 minutach pod jakże dobrze nam znanym błękitnym łukiem triumfalnym przejechał Team VAUDE (Siiri Mere, Reigo Luurmees, Riho Roopold, Tiit Tahnas). Gratulacje wielkie!
W każdym razie, jeszcze raz, nie mam pojęcia jak patrzyłem ja oczami swymi skoro nie widziałem.

W tej samej dawce informacyjnej donoszę, chociaż niczego nie nagrałem jeszcze dziś, iż z trasy zeszła ekipa, która uchodziła za jedną z mocniejszych. A mianowicie chodzi o SX SPORT KOMPAS TEAM. Pamiętamy ich z początku rywalizacji jak gnietli Bi-Bojsów. Wykończył ich trekking i, mimo że na Tarnicę weszli z czwartym czasem, nie spodziewali się, że właśnie na tym etapie przyjdzie im się poddać. Zawiniła pogoda: mokro i zimno. Pobłądzili w drodze na PK18 i ponoć dorzucili sobie po 20 km ekstra. Dziękujemy za walkę i szkoda, wielka szkoda. Chłopaki podali swoją stronę www.atfreeride.pl, ale jakoś nie mogę tam znaleźć wzmianki o tych wydarzeniach. Może za jakiś czas pojawi się tam ich relacja…

0815 Na stronie MPAR2007 odnajduję ponadto wyniki z PK17 i stwierdzam z zadowoleniem, że Deuter Adventura wdrapała się na Tarnicę na trzecim miejscu. Jeśli do tego momentu napierali optymalnymi wariantami mieli w rękach i nogach 1117,5 km. Do przodujących cyklistów tracili nieco ponad godzinę oraz mniej więcej 30 minut do Magdy i Pawła z Salomon Adventure Team. Godzinę po Adventurze I zameldowała się na Tarnicy Adventura II i podobnie jak i szybsi jak dotąd koledzy po prostu ruszyli dalej nie tracąc czasu na łapanie tchu. Czekamy na czasy na PK18. Trochę prywaty: czuję się fatalnie. Jakiś wirus mnie maltretuje. Ale nie pękam na robocie, oj nie. Za czas jakiś znów coś napiszę jak dwa i dwa to cztery.

0833 Proszę. Dzieje się tak jak zapowiedziałem. Piszę: Na PK22 dotarli ponoć liderzy Jasielski (czy Jasielskie?) Stowarzyszenie Cyklistów. Z nieukrywanym sarkazmem odnosiłem się do możliwości pieszych tego zespołu, ale teraz odszczekują wszystko co mogło być tak odczytane. Chłopaki cisną aż miło. Tak się to po prostu robi w Bieszczadzie. Przed nimi praca domowa z zakresu proponowanego przez Adama Słodowego i oprócz karmnika z butelki po mleku będą musieli skonstruować tratwę z trzech dętek, dwóch dekadentek i jednej studentki. To taki żart niewybredny. Dekadentki i studentki mile widziane na afterparty w sobotę (oni pewnie zaczną już dziś dekadencko-studenckie ekscesy). Ponoć Estończycy, którzy zarządzili na trasie Masters ostatni odcinek pokonali w dwie godziny (wraz z procesem konstrukcyjnym). Po drodze muszą zahaczyć jedynie o Wyspę Zajęczą. Będzie to ich trzecia wizyta na tej plamce na mapie. Dwukrotnie bawili na niej podczas kajakowania.

0910 Kupa na dywanie
Pozwolę sobie subiektywną całkiem ocenę wstępną przedsięwzięcia pt. MPAR2007 na trasie Masters. Otóż wydaje mnie się, że ferment zasiany przez buntowników/boy kotów/strajkujących, czy jak im tam (dodam jeszcze paszkwilantów, bo choć sam nie otrzymałem żadnego, wiem że krążyły one po sponsorach faktycznych i potencjalnych oraz mediach), na pewno popsuł świetnie przygotowaną imprezę.
Szkoda, że stało się jak się stało. Zawody w Bieszczadzie to geograficzna rzadkość, a tylko Estończycy zechcieli się sfatygować na długiej trasie. Polacy nie wystartowali, ze względu bojkotu (ale nie tylko!). Według mnie, jeśli chciał ktoś zbojkotować czempionat naszego kraju, trzeba było zbojkotować medale, pozycję „baczność” podczas hymnu, czy wciągnięcie flagi na zawodach. Być może taka demonstracja byłaby prztyczkiem w nos „samozwańca”. A zawody same w sobie są zbyt wartościowe, by je olewać. Czytam na równie subiektywnym jak nasza strona forum, iż najlepszy polski zespół wybiera się do Meksyku na zawody. Brawo. Więc zamiast podburzać rajdową społeczność, trzeba było robić swoje. Wybraliście drodzy Państwo jedną imprezę, ale zrobiliście przy okazji śmierdzącą kupę na własny dywan przy okazji. Środowisko rajdów przygodowych nie potrzebuje takich konfliktów i tyle. O ile pamiętam, przed dwoma laty zespół na „S” nie miał oporów, by jechać w Alpy na jedne mistrzostwa świata, by dwa czy trzy miesiące później wystartować w imprezie, która również nosiła nazwę światowego czempionatu i odbywała się na Nowej Zelandii. Czy to nie hipokryzja?
Przepraszam za ten wtręt, ale z punktu widzenia człowieka, który w miarę czynnie interesuje się dyscypliną rajdów przygodowych, uważam cały ten konflikt za dziecinadę, która wymknęła się spod kontroli nieco.
Zastrzegam: nie chciałbym, aby z moimi poglądami utożsamiany był cały zespół. To piszę ja, Urbanowicz Dariusz we własnym imieniu.

1019 Dwa zespoły już, albo i trzy, są na wodzie. Przodownicy pono skąpali się przy wyspie, ale wydają się mieć wystarczającą przewagę, by ją utrzymać. Goni ich mikst Magda i Paweł, a potem Igor z Jarkiem. Wszystko wskazuje, że Edytka wpuści Bonczka do domu… Ale nie dzielmy skóry… Nie wiem jak ich tutaj mogę zmobilizować wirtualnie? Przytoczę przykład idola mojego Maksymiliana Paradysa, który w konwulsjach jęczał: „żeby baba mnie biła!” Chłopaki, lampy w podłodze nie ma, drzwi pod prądem nie są, a więc wiosłujcie ile sił, coby z mikstem (szacunek wielki!) nie przegrać.
1049 Mistrzami Polski w Adventure Racing 2007 są Łukasz Szumiec i Tomasz Leśniak (Jasielskie Stowarzyszenie Cyklistów). Na trasie spędzili dobę z kwadransem dokładnie. Na prowadzenie wyszli na PK12, ponoć nieznacznie pobłądzili we mgle, ale w mgle uchodzi się pogubić. Gratulacje wielkie i obiecujemy zemstę za rok. Obiecałem to w imieniu któregoś z zespołów Adventury, niekoniecznie swoim rzecz jasna.

1111 Wicemistrzami Polski został mikst – para mieszana damsko-męska, ale zupełnie nieprzypadkowa, czyli Salomon Adventure Team. Magda Łączak i Paweł Dybek – firmy tej w zasadzie przedstawiać nie trzeba. Bi-Bojsi wyruszyli na ostatni odcinek tratwowy godzinę w aktualnych już wicemistrzach:), więc pozostaje im walka o utrzymanie trzeciego miejsca.
Uważnemu obserwatorowi nie umknie postać, która „wyrasta” z głowy Magdy. To wspominany w tym tekście Nico Gumienny. Zdrowia życzy cała załoga czołgu Rudy 102 oraz teamu Adventura!

1128 25 godzin i 5 minut zajęło Magdzie i Pawłowi pokonanie 200-kilometrowej trasy. Bi-Bojs jeszcze są na trasie;-) Według oficjalnego sprawozdawcy internetowego ze strony organizatora: „wkroczyli uśmiechnięci i wyluzowani na metę. Podobnie jak zwycięzcy przekleli etap na tratwach. – gdybym wiedziała, że to tak wolno pływa, przepłynłęłbym wpław z tym rowerem – powiedziała Magda na mecie”.
Ich start, oprócz tego że dokopali kilku mocnym ekipom, nabrał szczególnego wymiaru. Cieszy, że tak doświadczeni i utytułowani zawodnicy są ponad bojkotem, czy jak mu tam i nie zostali w domach (czy domu). Wielkie gratulacje za oba wymiary.

1146 yyyyy, chłopcy płaskostopcy z Adventury zamiast oglądać „Zrób to sam” mistrza Słodowego chyba strzelali z procy do kotów bezdomnych, bo konstrukcja tratwy nie wytrzymała ponoć i musieli zawrócić, by poprawić. A więc z zajęć szkutniczych dwója do poprawki. Spodziewani są ma mecie za godzinę. Choć teraz dwója zalicza, więc lepiej by ich pałą potraktować.

1222 Przebierając nogami czekamy na przyjście na metę trzecie zespołu, a tymczasem zupełnie zapomnieliśmy o Wilczycach dwóch dzielnych. Można przypuszczać, że na kajakach wadery słabiej sobie radziły, lecz już w górach i lasach powinny śmigać jak się patrzy. Zaglądam w wyniki. Uwaga!
Ostatni ślad rysiego pazura zostawiły po sobie na PK14, gdzie były po 20 godzinach od startu, czyli dziś rano o 6 mniej więcej jak zwykle. To leśniczówka Nasiczne, co oznacza, że Wilczyce dostojnie pokonały już ponad 87 km! Podobno na spokojnie przeczekały deszcze, ominęły jeden z pieszych PK, ale wsiadły na rowery i kontynuują dobrą zabawę bez kompleksów. Wiedzą, że są ostatnie, ale znają swoje miejsce w szyku i po prostu chcą się dobrze bawić. Bo ważny jest udział, a nie miejsce! Wielkie brawa za wdrażanie idei olimpijskiej barona Pierre’a de Coubertina w świat rajdów przygodowych.

1249 Podobno już prawie widać naszych chłopców prawie brązowych zza winkla się wyłaniających na samodzielnie skonstruowanym statku wodnym typu tratwa pneumatyczna spojona deskami!

1320 „Prawie” stanowi jednak o subtelnej różnicy.

1350 Coby nie kadzić we własnej sprawie, po całej tej relacji oddam głos in extenso autorowi/om relacji na żywo na stronie http://www.adventurerace.pl/mp2007/nazywo.htm (pozwoliłem sobie jedynie poprawić kilka literówek): O 13.20 po 27h20m Deuter Adventura w składzie Igor Błachut i Jarek Bonk melduje się na mecie. Na etapie tratw chłopaki nie spieszyli się specjalnie. Wiedzieli już, że nie dogonią „Salomonów”, a z drugiej strony nie byli zagrożeni przez zespoły za nimi.
Najcięższy dla nich okazał się etap trekkingowy w górach. Jarek Bonk ostro pobladł i opadł z sił. „Był jak worek mąki” – powiedział Igor. Jak sami przyznali był to dla nich moment w stylu „Should I stay or should I go”. Nad ranem Jarek doszedł do siebie i chłopaki znów zaczeli napierać do przodu odzyskując na rowerach stracone minuty. Gratulujemy!

Przywracam się niniejszym do głosu i informuję z satysfakcją, iż tratwuje również druga nasza ekipa, czyli Adventura/Expansive. W pogoni Marcinem i Maćkiem tratwuje York System (nr 35). Podobno wyruszyli na wodę w odstępie siedmiu minut. Może być gorąco. Swoją drogą przypomnę, że mistrz Polski 2006 i 2007 na trasie SPEED Marcin Krasuski tytułu nie obronił. Cóż…

1426 Wypowiedź Igora zmarzniętego bardzo i załamanego tratwowaniem: Zrobiliśmy wszystko co się dało. Po pierwsze trasa – zero myślenia; nie było szansy urwania nawigacją. Po drugie Jarek miał śmierć kliniczną na odcinku pieszym, a trekking długi. Nie było się jak przebić wyżej. Tratwa przy wietrze wiejącym w twarz! Nawet nie wiem co powiedzieć: widzisz pomost 20 m przed sobą, a płyniesz ten odcinek w osiem minut. Po prostu masakra! Same zawody malownicze po pytongu.

Jednocześnie Igor doniósł dość oschłym głosem, że Marcin z Maćkiem są już na mecie i na czwartym miejscu.

GRATULACJE MILE WIDZIANE!

autor relacji: Dariusz Urbanowicz

Powiązane newsy

  • WynikiWyniki 2009 * Mini BWC (24.01, Rabka-Zdrój) Trasa maxi (52,5 km rowerem, 18,5 pieszo, 13 na nartach) I miejsce (mix) - Magda Łączak, Paweł Dybek I miejsce (open)  - Irek Waluga, Igor Błachut * Brugi Winter Trophy (10-11.01. Hala Miziowa, zawody na orientację na rakietach śnieżnych) I miejsce (M) - Paweł […]
  • O Rajdzie Zimowym 360 Stopni w Radiu PIN…O Rajdzie Zimowym 360 Stopni w Radiu PIN…                                                                                                  ...opowiadał Igor Błachut w czwartek i sobotę. Czyli po dwakroć. Lada dzień zamieścimy nagranie owo tu właśnie w naszym medium. Z wypowiedzi igorowych dało się wywnioskować, iż tytułowy rajd odbędzie się już w […]
  • Migawki z WertepówMigawki z Wertepów Kwiecień'2007 Jak zwykle subiektywną, choć skromną tym razem w treści relację pozwoliłem sobie poczynić pod tytułem takim. A jakby kto pytał, to podobało mi się na tym rajdzie. Innym też chyba. No to poczytajcie. Migawki z Wertepów Błogość… najlepsze słowo na określenie stanu, w jakim się znajduję. A […]
  • Eiger wyśniony, Antarktyczna podróż i Po omacku na ebookachEiger wyśniony, Antarktyczna podróż i Po omacku na ebookach Obie książki - Eiger wyśniony i Po omacku wystawiliśmy właśnie na sprzedaż w iTunes Store - na dniach powinny być widoczne, niebawem znajdą się również w ofercie pozostałych naszych partnerów: Woblink, Kobo, Google Play, Publio i Ebook Point. Antarktyczna podróż doszła kilka dni później. Patrząc na liczbę […]
  • Syberyjscy nurkowie ścigają się na rowerach…po dnie BajkałuSyberyjscy nurkowie ścigają się na rowerach…po dnie Bajkału Członkowie z syberyjskiego klubu nurkowego postanowili w niezwykły sposób uczcić koniec sezonu nurkowego. Zorganizowali zawody kolarskie i narciarskie na dnie Jeziora Bajkał. Jezioro Bajkał jest najstarszym i najgłębszym jeziorem na świecie. Średnia głębokość to 730m, a maksymalna wynosi 1642m. Jednak nurkowie […]
  • NASA odkryło nieznane formy życia na ZiemiNASA odkryło nieznane formy życia na Ziemi Po raz kolejny okazało się, że Ziemia ma jeszcze wiele tajemnic i sporo do odkrycia. Zamiast szukać życia w kosmosie, można się na nie natknąć na naszej planecie - np. w jeziorze Mono w Kalifornii. Naukowcy z NASA odkryli tam mikroorganizm, której udało się przetrwać przetwarzając arsen, zamiast fosforu. Odkrycie […]
  1. shtendery:

    Каждому Привет! Очень хорошая статья. Very nise article. I would like to see your site in mydirectory sites[url].

Dodaj komentarz